poniedziałek, 29 października 2012

Nie znamy się.

Nawet nie wiesz jak się nie znamy...nie wiesz, że jak mówię o tym, że śnieg płynie w moich żyłach to jest bardzo bliskie prawdy. Często myślę by wzór, który wylądował kiedyś na twoim udzie przenieść na stałe chyba na łopatkę. To jest moja pasja, to daje mi energię, spokój i czystą przyjemność! Ta pasja mnie ukształtowała, znaczy dla mnie bardzo dużo. Ale nie wszystko.
Dziś Ty jesteś ważna, kilka razy to już udowodniłem i będę dalej udowadniał. Myślę o Tobie bardzo często...
Napisałem na czacie FB, co napisałem, a Ty przyjęłaś to jak odrzucenie planów na środę/czwartek i zepchnięcie na dalszy plan. W sumie to napisałem to, bo pomyślałem, że Cię zabiorę, pokaże kawałek mojej pasji (jak by organizacyjnie zadziałało i miała byś chęć). Choć to wszystko niepewne, te narty, a u Ciebie nastąpiła eskalacja kobiecej złości.
Nie znam twojego charakteru, bo skąd? Kidy miałem go poznać? Hmm chyba własnie dostałem próbę jego ciemnego zakątka.
Przecież wiesz, że jestem narwańcem, trochę szaleństwa we mnie jest.
Naprawdę chcę spędzać z Tobą jak najwięcej czasu teraz, poznać Cię bliżej w końcu! Przecież oboje tego chcemy.
Nigdy nikomu nie napisałem listu, nie podzieliłem się tym co wiesz...wzbudzasz we mnie bardzo dużo emocji...i teraz przez moje nieogarnięcie (bo NIE POMYŚLAŁEM co będzie, gdzie będę 1 Listopada w nocy), znów wyszedłem na idiotę, a Ty wyciągniesz błędne wnioski...

Coś za często ostatnio tracę głowę. Ale nauczyłem się niedawno, że każdy swój błąd trzeba przyjmować na siebie i kolejny raz go nie popełnić (nie zawsze to działa)...więc spotkajmy się w środę wieczorem, co?
Bo ja nie pomyślałem przez sekundę by zrezygnować ze spotkania z Tobą...
Bo za późno już bym jechał na Wrzeszcz, a róże z ronda już chyba potraciły płatki...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz