sobota, 22 grudnia 2012

Stałość.

Dziś same pozytywne odczucia.
Dziś pojednanie z dobrym kompanem rowerowych eskapad.
Dziś zakupy z Mamą. 
Dziś dialogi z Tatą. Luźne, nie o pracy, chyba, że tej magisterskiej...dawno takich nie było.
Dziś wyszedłem z domu mimo, że powinienem posiedzieć i się w nim ponudzić z Nimi.
Dziś kilka drinków wśród ludzi, do których zawsze warto wracać. Już sąsiadów.
Dziś dobrze usłyszeć szczere "Dobrze Cię mordo widzieć".
Dziś choć ciągnęło wróciłem wczoraj, nie dziś nad ranem. 

Dziś widzę, co ważne, co stałe i do czego zawsze można wrócić.
Jutro może znów spuści kubeł pomyj na głowę. 
Ale są punkty stałe, mimo drgań to na minus, to na plus.
Dziś wracam do nich, ładuję baterie i próbuję dalej.

Warto. Trzeba wstawać pomimo ciężkich razów od losu.
Los nie ma znaczenia, jak znajdę szczęście zaśmieje mu się w twarz i zdobędę świat na swój sposób.




wtorek, 18 grudnia 2012

Koniec M.


http://www.youtube.com/watch?v=Y5qKI95C0FQ

nie pierwszy raz przyglądam się życiu jak przemija
stojąc obok gorączkowo sam się przeklinam
nie chcę szukać rozwiązań, wskazówek
po kurwie zmęczony nie zostanę tutaj uwierz
coraz częściej gubię się w przekonaniach
przez to zwalniam, czuję presję, która mnie dogania
zbieram myśli, lecz nie mogę wylać ich
nie ogarniam, ta sytuacja nie sprzyja mi
nie potrafię wyrazić swoich uczuć
mój stan emocjonalny wciąż tkwi w bezruchu
tracę kontakt z otoczeniem
może już skazany jestem do końca na niepowodzenie
nie próbuję na nowo żyć, tak odchodzą dni
przemawia przeze mnie kryzys osobowości
mam już tego dość, nie wytrzymam chwili dłużej
zapadam w sen i znów się w tej samej chwili budzę

nie pierwszy raz nie mam nawet czasu na miłość
mówiłem nie chcę dać się zatruć temu światu Babilon
pochłania mnie mimo wszystko muszę akurat przyjąć
że po prostu to jeden z etapów na milion
żeby nie dać się pogrążyć, nie stać się podobnym do innych
uwolnić się od hipochondrii
od błędnych wyobrażeń tych co nawet
zakładają, że szczęście jest możliwe tylko razem
prześladuje mnie to pieprzone przeczucie
że nie wiem dokąd uciec a jestem sam więc dokąd wrócę
powoli niszczy mnie samotność
na spółkę z niepewnością odczuwam to za mocno
zawrotną prędkość osiąga to życie
stoję w miejscu nie wiem jak rozpoznać to życie
załamuje znowu się mój wizerunek
nie odróżniam się od innych osób, kiedy idę w tłumie
tracę poczucie indywidualności
zlewam się z otoczeniem nie ma czego tu zazdrościć
czekam na nocny już którąś minutę
wciąż mieszają mi się w głowie dobry humor i smutek
otoczony ciszą pustych dzielnic
wyludnionych ulic przeraźliwie sennych osiedli
wpatrzony w niebo stoję w strugach deszczu
bez sensu wkurwiam się znów szukając pretekstów

nie pierwszy raz zamykam się w sobie jak krwioobieg
podczas gdy okoliczności nie są zbyt dogodne
czasem nie mam porozmawiać z kim dosłownie
od za wielu osób się odwróciłem
ktokolwiek mnie znał to z czasem opuścił
moi znajomi są mi obojętni, bo raczej są puści
często wraca do mnie przeszłość w przebłyskach
bo kiedy nie znam jutra to chcę ją odzyskać
za wszelka cenę, szukam na dnie jej
nie czuję życia mimo faktu, że oddycham tlenem
sekundy uciekają gdzieś razem z wiatrem
jak dalej tak pójdzie to popadnę w alienację
czas przelewa sie przez palce leniwie
wiesz i nawet jak chce to nie zacznę gdzie indziej
przerywa mi nocny stając na przystanku
chuj przejdę się, bo odpierdalam od tych blantów

niedziela, 16 grudnia 2012

Zagadka.

Wczoraj już nie ma.

Dziś trwa, choć brak w nim nadziei.

Jutro...hmm przeczuwam jutro. O tym cisza.

Nie zdołałem znaleźć odpowiednich wytrychów by Cię rozwiązać.
Choć mam ich jeszcze kilka w zanadrzu. Dziś ich nie użyję.

Light me up a cigarette and put it in my mouth
You're the only one that wants me around
And I can think of a thousand reasons why
I don't believe in you, I don't believe in you and I

Tysiąc słów.

Te obiecane tysiąc słów przybiera z dnia na dzień inną formę...
Ale ich tu nie zamieszczę, nie wiem czy kiedyś Ci je pokażę.

Bo dziś słowa już nie mają znaczenia...nawet jak jest ich tysiąc i jest to najprawdziwszy tysiąc jaki kiedykolwiek wyraziłem w piśmie...

Tyle.

wtorek, 11 grudnia 2012

Pisanie pomaga?

Oj pomaga.
Tym razem w trochę inny sposób wylałem potok emocji, słów.
Tym razem nie dbając do końca o ład, unikalne słowa i spójność.
Tym razem choć na chwilę jest lżej.

Oby takich chwil było więcej...

poniedziałek, 10 grudnia 2012

W dół.

"Nie ma Cię, gdy moje życie spada w dół i...
Nie ma Cię, gdy wszystko łamie się na pół i...
Nie ma Cię i nie wiem już, gdzie jesteś,
Ale dobrze, że nie wiesz co u mnie, bo pękło by Ci serce!"

I znów sięgam dna.
I znów staczam się z raju do piekła.
Piekła samotności, smutku.
Rzeczywistości bez pewnej drogi.
Z widokiem porażki na horyzoncie.

To wszystko nigdy się nie ułoży. Trzeba się kiedyś w końcu z tym pogodzić.
Tylko ile jeszcze razy będę upadał, kiedy skończy się siła by powstać?

niedziela, 18 listopada 2012

Klepsydra.

Mr. Little Jeans - The Suburbs (Arcade Fire Cover)

Powiedziałaś parę dni temu, że to koniec. Ja nawet nie poczułem stresu, tylko smutek, przyjąłem to jako wiadomą.
Chciałem się zdystansować, trochę Cię odsunąć...bo zdecydowałaś,że nie odwrócisz małej klepsydry, w której spadło właśnie ostatnie ziarnko Nas.
Dwa dni później znów się spotkaliśmy - wieczór pełen alkoholu, śmiechu, pocałunków, czułości, złości, krzyków i spokoju w świecie snów.
Klepsydra obróciła się znów...może przez alkohol, może przez chwilowe opuszczenie mostu nad fosą, którą postawiłaś, wraz z wielkim murem i ja na razie nie potrafię jej sforsować?

Myślę, że dziś będzie podobnie, upijesz się i zapomnisz o niestosownych zdaniach, złych chwilach, o szczelnej obronie przede mną.
Bo jak powiedziałaś, jesteś mi potrzeba, a ja Tobie...ciekawe co będzie jak naprawimy się nawzajem?
Nie chcę określać teraźniejszości, ciekawi mnie przyszłość. Ciekawi mnie, czy ze swoim słodkim uśmiechem, patrząc piwnymi oczyma rozszarpiesz mnie z zimnem i obojętnością, czy...

Chyba nie przyjąłem do wiadomości, że Ty nie obrócisz klepsydry, nie dowiem się dlaczego. Ale to właśnie nie daje mi spokoju, nie potrafię odwrócić się na pięcie i powiedzieć "Żegnaj, powodzenia M". Ta nutka tajemniczości, niepewności, zakłopotania, czasem szoku...to mnie tak naprawdę do Ciebie ciągnie - już całkiem  mocno.
I będę to okazywał, co mi się podoba, jak mocno Cię chcę, to że jesteś dla mnie ważna, to że martwię się gdy Ci smutno, że niesprawiedliwy los zepchnął Cię w przeszłości na ścieżki, po których nie powinna kroczyć żadna kobieta. Już sama przyznałaś, że wciągnąłem Cię z tego bagna, choć trochę.
I chcę klepnąć Cię mocno w tyłek i krzyknąć "Od dziś będzie lepiej, czeka na Ciebie szczęście i dni pełne piękna! Masz to na wyciągnięcie ręki!".

Uwierz w to.

niedziela, 11 listopada 2012

W świetle jupiterów.

Hmm pierwotny tytuł posta miał brzmieć "Afront", ale o tym może będzie kiedy indziej.

Tak, jestem otwarty, mam poczucie humoru, potrafię rozśmieszyć, zainteresować i zaintrygować ludzi, może płeć piękną też. Jestem spostrzegawczy, ale nadal uczę się szczegółów ;) I często jestem w centrum uwagi.
Lubię sprawiać przyjemność słowem kobietom, zwrócić uwagę na kolczyki, na paznokcie, na spasowanie kolorów, na zmianę fryzury... lubię gdy ich wysiłek idący w wizerunek zostaje doceniony. 

Za te wszystkie rzeczy wymienione powyżej Ty masz mnie za dziwkarza, za kobieciarza, za gracza... Dziś będziesz miała jedno potwierdzenie mylności swej teorii ;)
Wczoraj powiedziałaś, że jeszcze nic nie zrobiłaś. Ale w te niecałe dwa miesiące zrobiłaś dla mnie tak dużo, że nie wiesz jak to doceniam. Jak to traktuje, jak to postrzegam. Nie widzisz, że się o Ciebie martwię, troszczę.

Zawsze widzisz tą złą stronę. Pomyśl nad tym.

niedziela, 4 listopada 2012

Fizyka.

Magnesy przyciągają się tylko wtedy, kiedy są zwrócone do siebie biegunami różnoimiennymi (N-S lub S-N). Zaś gdy magnesy zwrócone są do siebie biegunami jednoimiennymi (S-S, N-N) to magnesy się odpychają.
Działamy na siebie jak dwa bieguny magnetyczne. Im bardziej chcemy tym bardziej nie wychodzi, tym większe przeszkody, wątpliwości, problemy.
Teraz myślę czy wypada napisać kolejnych kilka słów...ale postawiłaś warunek, że mam się  nie ograniczać, nie powstrzymywać. więc czytaj. Bo wiem, że potrafię pisać.

Chciałbym z Tobą zmienić nadmienioną zasadę fizyki, przyciągnąć się w końcu biegunami dodatnimi, zaprzeczyć wszystkiemu. Bo ujemnych wartości chciałbym się wyzbyć, za dużo ich wystąpiło między Nami...
Zbagatelizować je do rangi "tematu do rozwiązania, dogadania, przezwyciężenia" a nie problemu, katastrofy.

Dziś zadzwoniłem i mówiłem Ci to co czułem, wieczorem. Chciałem ten deszcz dzielić z Tobą.
Liczysz się Ty. Twoje ciepło, Twój ostry charakter. Twoje oczy, Twój niewinny wygląd kamuflujący dojrzałą kobietę, Twoje zdecydowanie, Twoja zaradność. Po prostu Ty.

A ja? Jestem kontaktowy, otwarty. Zrozum, że moje serce, umysł, dusza, cały ja bije w rytmie od sześćdziesięciu do sześciu tysięcy BPMów 


Czego Ty chcesz?

http://www.youtube.com/watch?v=RI5omRD9VzI

To chyba dobry czas by samego siebie zapytać czego tak naprawdę chcę? Tak bez upiększeń, bez fajerwerków i wodotrysków.
Bo to nie film romantyczny z happy endem...a było by o wiele prościej by tak było, nie?

I właśnie ja pragnę takiego happy endu, ale nic samo nie przyjdzie. Bo szczęście trzeba walczyć.

Tylko to brzmi banalnie, sztucznie, prosto. Wielki filozof się znalazł.

Znaleźliśmy się trochę ponad miesiąc temu, każde z wielkim bagażem, z wielkimi, a prostymi marzeniami, trafiliśmy na siebie lekko zagubieni.
A dziś?
Dziś mam wrażenie, że pogubiliśmy się w sobie za szybko. Tylko nic nie było ma siłę, niczego na sobie nie wymusiliśmy. Hmm za szybko? W sumie dlaczego, na to nie ma w sumie wzoru, przepisu.
Dziś wiem, że się znamy i dzielimy tajemnice, o których nikt inny nie wie. Zaufaliśmy sobie.

A ja pokazałem nieodpowiedzialność, której tak chcę się pozbyć. Chcę byś czuła się bezpiecznie przy mnie, byś nie płakała, byś była sobą, byś myślała o mnie, byś była dumna, że jesteś z facetem takim jak ja, bym ja mógł powiedzieć z dumą "To moja kobieta." , byś znalazła we mnie oparcie, bo jesteś tak malutka, tak piękna, tak inteligentna, a zarazem tak krucha...

Chcę tego, ale los rzuca nam takie kłody pod nogi, że mam wątpliwości co do szansy na to wszystko. Z drugiej strony czuję, że warto. Bo naprawdę chcę zobaczyć co pokaże się na horyzoncie gdy już przejdziemy ten odcinek pełen cierni.

A teraz ochłońmy i może za jakiś czas w końcu się poznamy...

Znów proszę Cię o tak dużo, uwierz, że to się uda. Spróbuj ponownie.
Rezygnacja to porażka, a ja nienawidzę przegrywać.
Zniszczmy marazm, który Nas próbuje ograniczyć.

Czego chcę? Chcę Ciebie.

wtorek, 30 października 2012

Bojaźń.

http://www.youtube.com/watch?v=Gx-OTFOq0-Y

Może masz rację?
Może czasem jestem dzieckiem z wielkimi marzeniami w świecie dorosłych?
Może nikt nie nadąży nigdy za moim światem?
Może nie jest mi dane podzielić się nim z kimś, kto stał  by się bliski?
Może, gdy właśnie spotykam taką osobę zamykam się w sobie?
Może zabraknie mi odwagi by się do końca odsłonić kiedykolwiek? Powiedzieć tak naprawdę co czuję?
Może myślę za szybko i nikt nie potrafi tego dogonić, a co dopiero zrozumieć?
Może czas stąd uciec?
Może już do końca będę sam, bo gdy czuję coś szczególnego do osoby to zaraz to niweczę.
Może jestem zbyt zaślepiony sobą?
A może nikt mnie nigdy nie nauczył dostrzegać tego czegoś?
Może ktoś zniszczył tę spostrzegawczość?
Może nigdy tego nie widziałem?

Po raz nie wiem, który zadaje sobie pytanie kim jestem?
Dlaczego, gdy mam szansę coś zbudować rozpierdalam to w drobny mak?
8 dni temu napisałem "Na więcej słów jest za wcześnie".
Dziś na więcej słów jest już za późno, więc one pewnie nigdy nie zostaną wypowiedziane.

Nie ma to znaczenia już. Chyba mi uciekłaś.

Czuję, że miałem szansę przy Tobie odpowiedzieć, lub zaprzeczyć temu co napisałem powyżej. Ale Ty nie masz czasu na to bym odkrył siebie...a potrzebuję trochę cierpliwości. Nikt nie jest idealny.

Pytałaś raz o miłość. Powiedziałem Ci chyba, że w nią nie wierzę.
Może dziś nie wierzę, zwątpiłem, bo kiedyś raz myślałem, że kocham. Ale marzę o niej. Pięknie by było mieć osobę przy sobie, tą jedyną do końca dni. Patrząc na starszych ludzi, którzy się wspierają, są ze sobą całe życie, kurwa jak ja im zazdroszczę.

Dziś napisałaś, że na tym etapie powinienem być dla Ciebie, a Ty dla mnie, chciałem żeby tak było, chciałem Cię więcej i więcej. Kurwa no. Usłyszałem też, że nie jesteś mi bliska. Że się tylko spotykamy. A jesteś mi bliska od kiedy przejęłaś się, że na mnie pada, jak wyszliśmy z McDonalda po pierwszym spotkaniu w Bookarni, od kiedy pożegnaliśmy się przytuleniem, od kiedy spoglądałaś na mnie z SKMki, a ona nie odjeżdżała, a ja dreptałem po peronie i czułem Twój wzrok. Kiedy pierwszy raz wtuliliśmy się w siebie u Ciebie w łóżku, ja cały drżałem, a Ty powiedziałaś "Nie bój się, nie denerwuj, to tylko ja..."

Ja bardzo mało ludzi dopuściłem do siebie. Wiem, że już należysz do grona tych osób, więc jak możesz być dla mnie nikim?

Myślę, że ja nadaje sobie takie tępo życia, by odgonić samotność, którą odczuwam od bardzo dawna. By nie poczuć jej oddechu na swoim ramieniu.
A jak pojawia się ktoś taki jak Ty nie potrafię w porę wyhamować. Stanąć z boku  i dojrzeć co jest ważne. Szkoda, że widzę to teraz...
Bałem się Ci powiedzieć coś więcej by Cię nie spłoszyć.
Bałem się tak, że za często się gubiłem przy Tobie, nie potrafiłem wyrazić swoich uczuć, ale nigdy nie powiedziałem Ci, napisałem czegoś co chciała byś usłyszeć, bo tak wypadało.

A i tak uciekłaś.

A ja wiem, że minie bardzo dużo czasu nim się pogodzę, że to wszystko spierdoliłem, tym że napisałem dwa zdania za dużo (nigdy mi chyba nie uwierzysz, że tak było) w euforycznym amoku, zachwycie pierdolona zimą...a potem pogrążałem się jeszcze bardziej. Rozpędziłem się i już nie dostrzegłem błędu. Teraz go widzę, ale jest już 7 godzin za późno - poprzedni post to brednie. Daj mi szansę udowodnić, że wiem co jest ważne.
Ważne jest to co się działo między Tobą i mną.
Ważne jest by odkryć tą ścieżkę jeszcze troszkę...

A ja nie chcę Cię tracić nim Cię poznałem. Nie poddawaj tego wszystkiego co zaszło, bo magiczne chwile przeważają nad tym co nie udane między Tobą i mną.
Nie wiem coś nie pozwala mi tak po prostu zarchiwizować ostatniego miesiąca, tak po prostu zaszufladkować wszystko pod nazwą "Marzena" i przejść z dnia na dzień do zwykłego "Cześć."...

Pomyśl nad tym, proszę. Nie jestem dzieckiem, jestem trochę zagubiony, tak jak Ty.

poniedziałek, 29 października 2012

Nie znamy się.

Nawet nie wiesz jak się nie znamy...nie wiesz, że jak mówię o tym, że śnieg płynie w moich żyłach to jest bardzo bliskie prawdy. Często myślę by wzór, który wylądował kiedyś na twoim udzie przenieść na stałe chyba na łopatkę. To jest moja pasja, to daje mi energię, spokój i czystą przyjemność! Ta pasja mnie ukształtowała, znaczy dla mnie bardzo dużo. Ale nie wszystko.
Dziś Ty jesteś ważna, kilka razy to już udowodniłem i będę dalej udowadniał. Myślę o Tobie bardzo często...
Napisałem na czacie FB, co napisałem, a Ty przyjęłaś to jak odrzucenie planów na środę/czwartek i zepchnięcie na dalszy plan. W sumie to napisałem to, bo pomyślałem, że Cię zabiorę, pokaże kawałek mojej pasji (jak by organizacyjnie zadziałało i miała byś chęć). Choć to wszystko niepewne, te narty, a u Ciebie nastąpiła eskalacja kobiecej złości.
Nie znam twojego charakteru, bo skąd? Kidy miałem go poznać? Hmm chyba własnie dostałem próbę jego ciemnego zakątka.
Przecież wiesz, że jestem narwańcem, trochę szaleństwa we mnie jest.
Naprawdę chcę spędzać z Tobą jak najwięcej czasu teraz, poznać Cię bliżej w końcu! Przecież oboje tego chcemy.
Nigdy nikomu nie napisałem listu, nie podzieliłem się tym co wiesz...wzbudzasz we mnie bardzo dużo emocji...i teraz przez moje nieogarnięcie (bo NIE POMYŚLAŁEM co będzie, gdzie będę 1 Listopada w nocy), znów wyszedłem na idiotę, a Ty wyciągniesz błędne wnioski...

Coś za często ostatnio tracę głowę. Ale nauczyłem się niedawno, że każdy swój błąd trzeba przyjmować na siebie i kolejny raz go nie popełnić (nie zawsze to działa)...więc spotkajmy się w środę wieczorem, co?
Bo ja nie pomyślałem przez sekundę by zrezygnować ze spotkania z Tobą...
Bo za późno już bym jechał na Wrzeszcz, a róże z ronda już chyba potraciły płatki...

czwartek, 25 października 2012

Poznajmy się.

Dzień dobry Cebulko. 
Taki ot post dla Twojej i mojej przyjemności. Pewnie jak to czytasz dopijasz pierwszą kawę i może myślisz o tym głupku, który w ostatniej chwili poratował sytuację, gdy mu wyłożyłaś wszystko dosadnie.
I o to chodzi.
Jest jeszcze możliwość, że znów zasypiasz na angielskim i zastanawiasz się jak się nazywasz.

Nie znamy się, a tempo w jakim rzeczy się działy chyba przegoniło mnie znacznie. Mam nadzieję, że wybiegając z SKMki do Ciebie, nadgoniłem trochę sprawy, dziś wieczorem.
A to dopiero początek :-)

poniedziałek, 22 października 2012

Kim jesteś?

W tej chwili się boję. Choć zmusiłaś mnie do to wielkiej odwagi przez ostatnie dni.
Ale teraz się boję. Gubię się. Tyle razy wpadałem w przepaść, tyle już razy łatałem siebie...

Dobrze się czuję przy Tobie. Ja nie muszę prosić byś się uśmiechała. 
Masz tęczówkę skalana tylko jedną kropeczką, dodajmy do tego łobuzerski nosek i kompatybilność.
Przekonujesz o przeznaczeniu. Mówisz, że nie wiesz. Piszesz, że tęsknisz. 

A ja się zastanawiam dziś kim jesteś. Wiem, że mi tego nie powiesz, sam muszę do tego dojść, ale czy nie będzie już za późno? Chyba chcę spróbować, ale się boję...nic tu nie jest aksjomatem.

Na więcej słów jest za wcześnie.

PS wymieńmy się danymi ludzi, którzy roztrzaskali Nas na kawałki w czasach, które już minęły. Ja wezmę garotę, do Ciebie pasował by szpikulec skrytobójcy...
Po tym tylko napad na bank w Twoich skarpetkach, jacht z Sopotu i nawet słońce zachodziło by nienaturalnie pięknie. Gdyby to było takie proste jak wymowa "filatelistycznej kompatybilnej, odpowiedzialności", co? ;)