http://www.youtube.com/watch?v=Gx-OTFOq0-Y
Może masz rację?
Może czasem jestem dzieckiem z wielkimi marzeniami w świecie dorosłych?
Może nikt nie nadąży nigdy za moim światem?
Może nie jest mi dane podzielić się nim z kimś, kto stał by się bliski?
Może, gdy właśnie spotykam taką osobę zamykam się w sobie?
Może zabraknie mi odwagi by się do końca odsłonić kiedykolwiek? Powiedzieć tak naprawdę co czuję?
Może myślę za szybko i nikt nie potrafi tego dogonić, a co dopiero zrozumieć?
Może czas stąd uciec?
Może już do końca będę sam, bo gdy czuję coś szczególnego do osoby to zaraz to niweczę.
Może jestem zbyt zaślepiony sobą?
A może nikt mnie nigdy nie nauczył dostrzegać tego czegoś?
Może ktoś zniszczył tę spostrzegawczość?
Może nigdy tego nie widziałem?
Po raz nie wiem, który zadaje sobie pytanie
kim jestem?
Dlaczego, gdy mam szansę coś zbudować rozpierdalam to w drobny mak?
8 dni temu napisałem "Na więcej słów jest za wcześnie".
Dziś na więcej słów jest już za późno, więc one pewnie nigdy nie zostaną wypowiedziane.
Nie ma to znaczenia już. Chyba mi uciekłaś.
Czuję, że miałem szansę przy Tobie odpowiedzieć, lub zaprzeczyć temu co napisałem powyżej. Ale Ty nie masz czasu na to bym odkrył siebie...a potrzebuję trochę cierpliwości. Nikt nie jest idealny.
Pytałaś raz o miłość. Powiedziałem Ci chyba, że w nią nie wierzę.
Może dziś nie wierzę, zwątpiłem, bo kiedyś raz myślałem, że kocham. Ale marzę o niej. Pięknie by było mieć osobę przy sobie, tą jedyną do końca dni. Patrząc na starszych ludzi, którzy się wspierają, są ze sobą całe życie, kurwa jak ja im zazdroszczę.
Dziś napisałaś, że na tym etapie powinienem być dla Ciebie, a Ty dla mnie, chciałem żeby tak było, chciałem Cię więcej i więcej. Kurwa no. Usłyszałem też, że nie jesteś mi bliska. Że się tylko spotykamy. A jesteś mi bliska od kiedy przejęłaś się, że na mnie pada, jak wyszliśmy z McDonalda po pierwszym spotkaniu w Bookarni, od kiedy pożegnaliśmy się przytuleniem, od kiedy spoglądałaś na mnie z SKMki, a ona nie odjeżdżała, a ja dreptałem po peronie i czułem Twój wzrok. Kiedy pierwszy raz wtuliliśmy się w siebie u Ciebie w łóżku, ja cały drżałem, a Ty powiedziałaś "Nie bój się, nie denerwuj, to tylko ja..."
Ja bardzo mało ludzi dopuściłem do siebie. Wiem, że już należysz do grona tych osób, więc jak możesz być dla mnie nikim?
Myślę, że ja nadaje sobie takie tępo życia, by odgonić samotność, którą odczuwam od bardzo dawna. By nie poczuć jej oddechu na swoim ramieniu.
A jak pojawia się ktoś taki jak Ty nie potrafię w porę wyhamować. Stanąć z boku i dojrzeć co jest ważne. Szkoda, że widzę to teraz...
Bałem się Ci powiedzieć coś więcej by Cię nie spłoszyć.
Bałem się tak, że za często się gubiłem przy Tobie, nie potrafiłem wyrazić swoich uczuć, ale nigdy nie powiedziałem Ci, napisałem czegoś co chciała byś usłyszeć, bo tak wypadało.
A i tak uciekłaś.
A ja wiem, że minie bardzo dużo czasu nim się pogodzę, że to wszystko spierdoliłem, tym że napisałem dwa zdania za dużo (nigdy mi chyba nie uwierzysz, że tak było) w euforycznym amoku, zachwycie pierdolona zimą...a potem pogrążałem się jeszcze bardziej. Rozpędziłem się i już nie dostrzegłem błędu. Teraz go widzę, ale jest już 7 godzin za późno - poprzedni post to brednie. Daj mi szansę udowodnić, że wiem co jest ważne.
Ważne jest to co się działo między Tobą i mną.
Ważne jest by odkryć tą ścieżkę jeszcze troszkę...
A ja nie chcę Cię tracić nim Cię poznałem. Nie poddawaj tego wszystkiego co zaszło, bo magiczne chwile przeważają nad tym co nie udane między Tobą i mną.
Nie wiem coś nie pozwala mi tak po prostu zarchiwizować ostatniego miesiąca, tak po prostu zaszufladkować wszystko pod nazwą "Marzena" i przejść z dnia na dzień do zwykłego "Cześć."...
Pomyśl nad tym, proszę. Nie jestem dzieckiem, jestem trochę zagubiony, tak jak Ty.