"Nie ważne ile razy upadniesz... Ważne byś po każdym upadku natychmiast się podniósł"
Nadal się nie przejmuję niektórymi, nadal dystans, ale dziś okazało się, że mam przyjemną pracę na lato z odpowiedzialnością...dam radę. No i w zimę również pojeżdżę na nartach na dodatek za $$ :)
"Się śmiga w konkretnej ekipie to się ma!" - Symetria.
wtorek, 24 marca 2009
sobota, 21 marca 2009
Powtórka z rozrywki?
Coś mnie bardzo ciekawi. Chyba lawinowo znów wszystko zaczyna się walić, śmieszniejsze jest to, że to przewidziałem.
Chyba zacznę się po prostu nie przejmować, mieć wszystko gdzieś i iść swoją wyboistą drogą płacąc sam za wszystkie błędy!
Chyba zacznę się po prostu nie przejmować, mieć wszystko gdzieś i iść swoją wyboistą drogą płacąc sam za wszystkie błędy!
środa, 18 marca 2009
Zima, pierwsze podsumowanie.
Już po zimie można rzec, więc postanowiłem podsumować mój sezon narciarski.
Rozpoczęcie sezonu i przedsmaki w Myślęcinku.
Pierwszy raz w tyn sezonie na nartach stanąłem 7 grudnia w Livigno, we Włoszech. Ogólnie wyjazd był średni, ta ekipa (średnia 40 lat) jeździ już tylko pić na umór, a nie pobawić się na stoku. To był ostatni raz kiedy pojechałem z nimi. Nie ma co pisać.
Jak juz wróciłem ispadło w Bydzi trochę śniegu odpaliliśmy stok w Myślęcinku, najeździć się tam nie dało, ale mini hopka poratowała sytuacje. Lecz to była dopiero rozgrzewka.
Karpacz (16-22.02) i Zakopane (23.02-01.03)
W obu miastach i na okolicznych stokach nie zabrakło śniegu, w Karkonoszach wręcz mieliśmy go miejscowo 150 cm. W Zakopcu napadało wcześniej i nie zdążyło stopnieć do czasu Akademickich Mistrzostw Polski. Potem oczywiście jak wyjeżdżałem stamtąd złapał mróz i spadł świeży puch...
Zakwaterowanie i jedzenie, które nam zaoferowano było na poziomie i nikt nie narzekał. Towarzysko bawiłem się świetnie i nabyte znajomości pozwolą w przyszłości zdobyć Alpy w gronie studenckim (oby!). Śmiechu była masa, dopingowanego skromnymi ilościami używek stosowanymi wg uznania. Pozdrawiam tu dziewczyny, które uatrakcyjniły Karpacz i całą reprezentacje WSG na AMP z Makim na czele. 5 Prezesie!
Ogólnie ten sezon był najlepszy z poprzednich osiemnastu (?). Przejeździłem już ponad 20 dni poza Bydgoszczą, a czeka mnie jeszcze zamknięcie zimowych manewrów w Livigno 18 kwietnia, gdzie podobno odnotowano największe opady śniegu od 30 lat!
W głowie do dziś znajduję same plusy: pierwsza prawdziwa jazda w puchu (100-150cm!! Nic piękniejszego w życiu nie robiłem), pierwsze 180, 180+safety grab i 360, no i dużo znajomych ze stwierdzonym uzależnieniem od nart/snowboardu. I co w sumie najważniejsze, brak konkretnych kontuzji.
Oby w Livigno , w urodzinki siadła mi 540 i kolejny sezon był jeszcze lepszy, najlepiej rozpoczęty w np Mayerhofen z sekcją ski/snowboard WSG.
Uwierzcie w zimę, zachorujcie na nią, niech śnieg przestanie wam się kojarzyć z błotem, brudem, a gdy Wam nos zmrozi uśmiechnijcie się!
Na koniec kilka fotek:
Z Zakopca dam jak jakieś dostane.
Pozdrawiam ze słonecznej(;/) Bydgoszczy!
Rozpoczęcie sezonu i przedsmaki w Myślęcinku.
Pierwszy raz w tyn sezonie na nartach stanąłem 7 grudnia w Livigno, we Włoszech. Ogólnie wyjazd był średni, ta ekipa (średnia 40 lat) jeździ już tylko pić na umór, a nie pobawić się na stoku. To był ostatni raz kiedy pojechałem z nimi. Nie ma co pisać.
Jak juz wróciłem ispadło w Bydzi trochę śniegu odpaliliśmy stok w Myślęcinku, najeździć się tam nie dało, ale mini hopka poratowała sytuacje. Lecz to była dopiero rozgrzewka.
Karpacz (16-22.02) i Zakopane (23.02-01.03)
W obu miastach i na okolicznych stokach nie zabrakło śniegu, w Karkonoszach wręcz mieliśmy go miejscowo 150 cm. W Zakopcu napadało wcześniej i nie zdążyło stopnieć do czasu Akademickich Mistrzostw Polski. Potem oczywiście jak wyjeżdżałem stamtąd złapał mróz i spadł świeży puch...
Zakwaterowanie i jedzenie, które nam zaoferowano było na poziomie i nikt nie narzekał. Towarzysko bawiłem się świetnie i nabyte znajomości pozwolą w przyszłości zdobyć Alpy w gronie studenckim (oby!). Śmiechu była masa, dopingowanego skromnymi ilościami używek stosowanymi wg uznania. Pozdrawiam tu dziewczyny, które uatrakcyjniły Karpacz i całą reprezentacje WSG na AMP z Makim na czele. 5 Prezesie!
Ogólnie ten sezon był najlepszy z poprzednich osiemnastu (?). Przejeździłem już ponad 20 dni poza Bydgoszczą, a czeka mnie jeszcze zamknięcie zimowych manewrów w Livigno 18 kwietnia, gdzie podobno odnotowano największe opady śniegu od 30 lat!
W głowie do dziś znajduję same plusy: pierwsza prawdziwa jazda w puchu (100-150cm!! Nic piękniejszego w życiu nie robiłem), pierwsze 180, 180+safety grab i 360, no i dużo znajomych ze stwierdzonym uzależnieniem od nart/snowboardu. I co w sumie najważniejsze, brak konkretnych kontuzji.
Oby w Livigno , w urodzinki siadła mi 540 i kolejny sezon był jeszcze lepszy, najlepiej rozpoczęty w np Mayerhofen z sekcją ski/snowboard WSG.
Uwierzcie w zimę, zachorujcie na nią, niech śnieg przestanie wam się kojarzyć z błotem, brudem, a gdy Wam nos zmrozi uśmiechnijcie się!
Na koniec kilka fotek:
Z Zakopca dam jak jakieś dostane.Pozdrawiam ze słonecznej(;/) Bydgoszczy!
sobota, 14 marca 2009
Ciąg dalszy ?
"Nawet jeśli milczeć gdy trzeba krzyczeć, nawet kiedy krzyczę, gdy powinienem milczeć"
"Kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze, ale cóż wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę."
"Czasami duma nie pozwala spraw naprawić"
"Tak wiele ocen wystawionych zbyt pochopnie, wiele decyzji podjętych zbyt gwałtownie, wracały do mnie, dlatego dziś biję się z sobą, jedynie, a w życiu innych stoję obok."
"Kiedyś za wszystko w życiu sam odpowiem, nikt mniej i nikt więcej po prostu człowiek.
Gdzie jest granica, co wolno i co warto, szukam, a każdy krok jest dla mnie w życiu niespodzianką."
Dużo jeszcze pracy nad sobą pozostało, mam na to całe życie.
Eldo trafił w sedno.
Marzenia, plany, realizowanie siebie?
Miało być o Karpaczu, o przyjemnych chwilach, energii, chęci tworzenia i zdobywania...
Nic z tego.
Właśnie zakończyłem burzliwą dyskusję na temat mojego życia (na tą chwilę) z jedynymi osobami, które mają potężny wpływ na moją egzystencje, które kompletnie kocham i szanuje w stu procentach.
Do domu zawitałem ostatnio dwa razy i sytuacja się powtarza.
Dziś dowiedziałem się, że dla mojego Taty nic innego się nie liczy niż moje zdanie prawa jazdy, że moja praca u Niego w firmie jest nic nie warta, że "nic w życiu nie robię" , że sport się nie będzie liczył w poszukiwaniu pracy i moje zainteresowania nic nie pomogą ("zatraciłeś się w tych nartach?").
Ogólnie widzieli by mnie na studiach zaocznych w pracy 6 dni w tygodniu, robiącego kursy zawodowe i językowe, polepszając swoją sytuacje finansową.
Pochwałę za zdaną sesje dostałem pod koniec, jak byłem już zdenerwowany i przerywałem zdania.
Moi bliscy (i Wy, możliwe) nigdy nie pogodzą się z moim charakterem i temperamentem. Tego się nie wybiera, a zmienić jest bardzo ciężko, u mnie jest to nie możliwe. Jedynie potrafię się opanować na co dzień w luźnych rozmowach. Gdy sprawy poważnieją nie potrafię się zatrzymać, jeżeli ktoś inny nakręca dyskusję.
Teraz widzę, że zostałem sam. Rodzice jak wyżej, siostra widzi tylko przyszłego męża i jestem dla nich kotwicą...
Brakuje mi Ciebie, żyje nadzieją, że w końcu Cię znajdę i razem zdobędziemy własny świat...
Dobranoc.
Edit
A kogo to w sumie obchodzi? Dobrze, że mam chociaż bloga by odciążać swoją głowę...
Może i kogoś obchodzi, ale pomóc będzie Ci ciężko. Problemy rodzinne pozostają w rodzinie, a blog nie jest przekaźnikiem w tym momencie.
Nic z tego.
Właśnie zakończyłem burzliwą dyskusję na temat mojego życia (na tą chwilę) z jedynymi osobami, które mają potężny wpływ na moją egzystencje, które kompletnie kocham i szanuje w stu procentach.
Do domu zawitałem ostatnio dwa razy i sytuacja się powtarza.
Dziś dowiedziałem się, że dla mojego Taty nic innego się nie liczy niż moje zdanie prawa jazdy, że moja praca u Niego w firmie jest nic nie warta, że "nic w życiu nie robię" , że sport się nie będzie liczył w poszukiwaniu pracy i moje zainteresowania nic nie pomogą ("zatraciłeś się w tych nartach?").
Ogólnie widzieli by mnie na studiach zaocznych w pracy 6 dni w tygodniu, robiącego kursy zawodowe i językowe, polepszając swoją sytuacje finansową.
Pochwałę za zdaną sesje dostałem pod koniec, jak byłem już zdenerwowany i przerywałem zdania.
Moi bliscy (i Wy, możliwe) nigdy nie pogodzą się z moim charakterem i temperamentem. Tego się nie wybiera, a zmienić jest bardzo ciężko, u mnie jest to nie możliwe. Jedynie potrafię się opanować na co dzień w luźnych rozmowach. Gdy sprawy poważnieją nie potrafię się zatrzymać, jeżeli ktoś inny nakręca dyskusję.
Teraz widzę, że zostałem sam. Rodzice jak wyżej, siostra widzi tylko przyszłego męża i jestem dla nich kotwicą...
Brakuje mi Ciebie, żyje nadzieją, że w końcu Cię znajdę i razem zdobędziemy własny świat...
Dobranoc.
Edit
A kogo to w sumie obchodzi? Dobrze, że mam chociaż bloga by odciążać swoją głowę...
Może i kogoś obchodzi, ale pomóc będzie Ci ciężko. Problemy rodzinne pozostają w rodzinie, a blog nie jest przekaźnikiem w tym momencie.
środa, 11 marca 2009
Sesja, czyli piękne jej zakończenie.
No startując w roku 2009 nie miałem nic zaliczone, żadne koło, żadną wejściówkę, nic. Notatek też nie miałem, czyli standard. Wrzucałem turbo, wysokie obroty i pierwsza sesja drugiego roku Ekonomii okazała się prosta i mało stresująca. Cztery egzaminy pękły za pierwszym razem, zaliczenia nie były problemem i jakoś szybko się to zakończyło.
Chcieć to móc!
Polowanie zakończone, Skwarczysyn vs Wykładowcy i inne Magazyniery 13 - 0.
Dziękuję za uwagę.

PS Kolejny odcinek: Ferie w Karpaczu. - niebawem
Chcieć to móc!
Polowanie zakończone, Skwarczysyn vs Wykładowcy i inne Magazyniery 13 - 0.
Dziękuję za uwagę.

PS Kolejny odcinek: Ferie w Karpaczu. - niebawem
wtorek, 10 marca 2009
Blog umarł?
Nie...po prostu dopiero co wróciłem z sesji, Karpacza i Zakopanego. Wszystko w cztery tygodnie :)
Ale wszystko wyszło idealnie, no może oprócz tego, że dziś kuleje i mam czas by coś tu naskrobać.
So stay tune, stay tune my Sweethearts.
Ale wszystko wyszło idealnie, no może oprócz tego, że dziś kuleje i mam czas by coś tu naskrobać.
So stay tune, stay tune my Sweethearts.
Subskrybuj:
Posty (Atom)