Wczoraj spełniła się moja myśl z 11 marca 2010 roku. Już o wczorajszym dniu pisałem przed chwilą. Nie widzisz tego, Ty co tu zajrzałeś?
Spełniłem dziś myśl z 15 maja 2010 roku.
Może to Ty kiedyś zobaczysz ten notes.
Dziś miałem wielką ochotę podzielić się myślami z Wami, anonimowymi czytelnikami, ale NIE
KROPKA.
środa, 25 sierpnia 2010
sobota, 15 maja 2010
Koniec elektronicznego pisarstwa?
Zepsułem wystrój bloga, straciłem zapał do pisania tutaj i tutaj.
Przenoszę się na kartrę papieru w sprezentowanym mi notatniku :)
Choć jak zawsze nic nie wiadomo.
Pozdrawiam.
Przenoszę się na kartrę papieru w sprezentowanym mi notatniku :)
Choć jak zawsze nic nie wiadomo.
Pozdrawiam.
piątek, 16 kwietnia 2010
Zmiany techniczne
Mam wolny weekend, praca licencjacka sama się napisze, więc dłubie w konfiguracji bloga i jestem w ciemnej dupie :)
A kolejna sprawa. Jako że ten blog jest mniej więcej prywatny, odpalam nowe miejsce, oficjalne, nie niszowe...sprzedałem się :P. Pozostańcie czujni.
Miłego weekendu.
EDIT
Są pierwsze skutki...małe tytuły postów, to nie miało tak być.
A kolejna sprawa. Jako że ten blog jest mniej więcej prywatny, odpalam nowe miejsce, oficjalne, nie niszowe...sprzedałem się :P. Pozostańcie czujni.
Miłego weekendu.
EDIT
Są pierwsze skutki...małe tytuły postów, to nie miało tak być.
środa, 14 kwietnia 2010
Zmiany zmiany zmiany!
Tak będzie wyglądało moje miejsce pracy na lato :) ale własny parking to już brzmi dużo lepiej. Czyli wracam z edukacyjnego wygnania do miejsca, gdzie to wszystko się zaczęło - Ustki.
Ponad to, obronie się pewnie w terminie i najważniejsza decyzja na dziś. Zamieniam Australię na Afrykę. Etiopio i Kenio drzyj, bo Skwara nadciąga w styczniu...no to pewnie ja będę drżał od malarii :P.
Ta podróż to już postanowione i największym plusem jest to że nie samemu. Stracę globtroterskie dziewictwo na rzecz dwu metrowego, siwego, "stanowczego" wspinacza Bogdana :*
No to zaczynam dorosłe życie odrywając się od garnuszka rodziców w inny sposób niż wszyscy. Perspektyw multum, a od istotności każdej decyzji powietrze jest elektryczne...energii nie brakuje. Presja mnie cieszy i napędza.
W końcu wyszedłem z "."
Ponad to, obronie się pewnie w terminie i najważniejsza decyzja na dziś. Zamieniam Australię na Afrykę. Etiopio i Kenio drzyj, bo Skwara nadciąga w styczniu...no to pewnie ja będę drżał od malarii :P.
Ta podróż to już postanowione i największym plusem jest to że nie samemu. Stracę globtroterskie dziewictwo na rzecz dwu metrowego, siwego, "stanowczego" wspinacza Bogdana :*
No to zaczynam dorosłe życie odrywając się od garnuszka rodziców w inny sposób niż wszyscy. Perspektyw multum, a od istotności każdej decyzji powietrze jest elektryczne...energii nie brakuje. Presja mnie cieszy i napędza.
W końcu wyszedłem z "."
czwartek, 25 marca 2010
Psztyczek
Czasem moje połączenia neuronowe w mózgu luzują się za bardzo, tak jak byś w stanie kompletnego błogostanu leżał na plaży, sączył piwko i oglądał pląsające królewny :) Ale ze względu na to, że ludzie mnie otaczający posiadają uczucia (TAK?!), od czasu do czasu trzeba się doprowadzić do porządku...
PSZYTCZEK !!
O i już jest ok.
Dzięki za obudzenie.
PSZYTCZEK !!
O i już jest ok.
Dzięki za obudzenie.
czwartek, 11 marca 2010
Trzeba żyć dalej
Dziś coś tu naskrobie, ale nie teraz, bo trzeba żyć dalej.
Dziś w nocy czułem Twoją szczerość w łzach spływających po rozpalonym policzku.
Strasznie ciężko się to pisze, pewnie tak jak Tobie będzie się to czytać...
Czemu nie jesteś starsza wiekiem? Czemu data urodzenia nie dogoniła umysłu, piękna dojrzała kobieto? Choć nadal pełna radości, energii i dziwactw.
Pamiętaj będziesz pierwszą w moim sercu, która zasiądzie w loży tych dobrych.
I co? Życie mi Ciebie zabiera, bo nie będę żył zduszony w tym mieście Kenów i Barbi...nie zniosła byś tego.
Nic sobie nie możemy obiecać, tu masz rację, choć te słoneczne myśli jeszcze długo będą we mnie płynąć.
Teraz po prostu cieszmy się tymi dwoma miesiącami jak nigdy, kochanko, przyszła przyjaciółko :(
Te słowa mają moc...znów serce wylało na bloga słowa, których samo się boi?
Dziś w nocy czułem Twoją szczerość w łzach spływających po rozpalonym policzku.
Strasznie ciężko się to pisze, pewnie tak jak Tobie będzie się to czytać...
Czemu nie jesteś starsza wiekiem? Czemu data urodzenia nie dogoniła umysłu, piękna dojrzała kobieto? Choć nadal pełna radości, energii i dziwactw.
Pamiętaj będziesz pierwszą w moim sercu, która zasiądzie w loży tych dobrych.
I co? Życie mi Ciebie zabiera, bo nie będę żył zduszony w tym mieście Kenów i Barbi...nie zniosła byś tego.
Nic sobie nie możemy obiecać, tu masz rację, choć te słoneczne myśli jeszcze długo będą we mnie płynąć.
Teraz po prostu cieszmy się tymi dwoma miesiącami jak nigdy, kochanko, przyszła przyjaciółko :(
Te słowa mają moc...znów serce wylało na bloga słowa, których samo się boi?
niedziela, 7 marca 2010
Cel: tam, gdzie woda w zlewie spływa w drógą stronę
No to czas chyba opisać dokładniej wielkie marzenie, do którego budowa maszyny napędzającej to wszytko już ruszyła.
Cel - Australia na kontynencie Australia :)
Termin wyprawy - październik/listopad 2010, jak $$$ zabraknie to wiosna 2011
Powrót - 3-6 miesięcy
Przewidywany koszt - 8 000 - 10 000zł
Ekwipunek turystyczny - jedynie karimata i ledwo działająca czołówka :)
Energia do działania - w nadmiarze
No to tak pokrótce co i jak. Może teraz zanotujemy to co już ruszone/zrobione.
Wniosek o wizę - wypełniony, nie wysłany, bo termin niepewny, a wiza ważna rok na okres 3 miesięcy.
Sesja OSTATNIA !! i obrona licencjata - przyśpieszone.
Szukanie pracy w Holandii - w toku, na święta będę wiedział czy może z sąsiadem się zabiorę na kontrakt na 1/2 roku.
Kontakt z koleżanką z podstawówki, która dziś mieszka w AU - nawiązany.
Nocleg w Perth (tam lecę) - załatwiony :D
Lista sprzętu turystycznego - sporządzona; jak by ktoś myślał o prezencie dla mnie to mogę przesłać na maila :P
Dodatkowo powoli zdobywam wiedzę o AU, o wielkim podróżowaniu, o płotach do przeskoczenia, tych mniejszych i większych.
Kurczę, jest to moje największe marzenie dotychczas i nie ma, że nie. Kolejne zrealizuję.
Jak tak dalej pójdzie to na mojej Bucket List (odsyłam do filmu o tym tytule) będą ze 3 pozycje :)
Plany planami, możesz sobie myśleć, ale maszyna już ruszyła i się nie zatrzyma. W ogóle patrząc na większe wydarzenia zaplanowane u mnie to nie mam pomysłu na marzec...2011
I co? Nadal Ci uciekam...
Cel - Australia na kontynencie Australia :)
Termin wyprawy - październik/listopad 2010, jak $$$ zabraknie to wiosna 2011
Powrót - 3-6 miesięcy
Przewidywany koszt - 8 000 - 10 000zł
Ekwipunek turystyczny - jedynie karimata i ledwo działająca czołówka :)
Energia do działania - w nadmiarze
No to tak pokrótce co i jak. Może teraz zanotujemy to co już ruszone/zrobione.
Wniosek o wizę - wypełniony, nie wysłany, bo termin niepewny, a wiza ważna rok na okres 3 miesięcy.
Sesja OSTATNIA !! i obrona licencjata - przyśpieszone.
Szukanie pracy w Holandii - w toku, na święta będę wiedział czy może z sąsiadem się zabiorę na kontrakt na 1/2 roku.
Kontakt z koleżanką z podstawówki, która dziś mieszka w AU - nawiązany.
Nocleg w Perth (tam lecę) - załatwiony :D
Lista sprzętu turystycznego - sporządzona; jak by ktoś myślał o prezencie dla mnie to mogę przesłać na maila :P
Dodatkowo powoli zdobywam wiedzę o AU, o wielkim podróżowaniu, o płotach do przeskoczenia, tych mniejszych i większych.
Kurczę, jest to moje największe marzenie dotychczas i nie ma, że nie. Kolejne zrealizuję.
Jak tak dalej pójdzie to na mojej Bucket List (odsyłam do filmu o tym tytule) będą ze 3 pozycje :)
Plany planami, możesz sobie myśleć, ale maszyna już ruszyła i się nie zatrzyma. W ogóle patrząc na większe wydarzenia zaplanowane u mnie to nie mam pomysłu na marzec...2011
I co? Nadal Ci uciekam...
czwartek, 4 marca 2010
Prodżekt Dej
Wrócił z szalonej ekspedycji po Sudeckich lasach BC i snowparkach Zieleńca - jak zawsze było genialnie co tu opisywać (jest co, więc relacja póżniezniej. Patronat Ryśka dał swoje :)
Tak ! Wiozłem się za wszystko co mnie czeka. Praca licencjacka, kontrakt handlowy, praca o narciarstwie poza trasowym na kurs i najciekawsze World Trip Australia -> Oceania -> Azja -> Transsyberia PKP a raczej R(osyjskie)KP. Jaram się oporowo, ale trzeba załatwić wizę, sprzęt turystyczny (na dziś mam jedynie karimatę :)), bilet, kontakt z Viki - znajomą, która mnie zaprasza, oraz pewnie przeskoczyć kolejnych dziesiątki przeszkód, które pojawią się znikąd. Ale DAM RADĘ ! Surfing z rekinami itp itd
Tak ! Wiozłem się za wszystko co mnie czeka. Praca licencjacka, kontrakt handlowy, praca o narciarstwie poza trasowym na kurs i najciekawsze World Trip Australia -> Oceania -> Azja -> Transsyberia PKP a raczej R(osyjskie)KP. Jaram się oporowo, ale trzeba załatwić wizę, sprzęt turystyczny (na dziś mam jedynie karimatę :)), bilet, kontakt z Viki - znajomą, która mnie zaprasza, oraz pewnie przeskoczyć kolejnych dziesiątki przeszkód, które pojawią się znikąd. Ale DAM RADĘ ! Surfing z rekinami itp itd
piątek, 29 stycznia 2010
Chcę uciec.
Może uda się w w czerwcu uciec do USA, a powrót przez Kolorado, Alaskę (?), Australię albo Indie. było by pięknie...rezultat szybciej niż 15 lutego!
PS podjarałem się strasznie, nawet jak nie polecę do Stanów to praca, praca i wrzesień, październik uderzam na wschód, daleki wschód!
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Jeszcze 5 miesięcy...
I będę miał tytuł naukowy !
...
Wow też mi coś, jak by to miało się przydać, poprawić start?
Najlepsze jest to, że jak zakończę te 3 lata studiów w końcu(!) celowo nie spotkam w życiu żadnego z was. Żadnego zapatrzonego w uzyskanie wpisu, a nie wiedzy. Wykładowca wymaga byś się nauczył, dla Ciebie jest "pojebany", robi zerówkę, ustala zasady - jest "pojebany"... Wykładowca zgarnia nasz hajs, a nie pojawia się na wykładach? Co z tego, jak wstawi wyższą ocenę. Hurrraaaa.
Teraz sobie przypominam, że już kiedyś o was pisałem. Zmieniliście się, na gorsze. Teraz macie moje prośby gdzieś, a jak będzie impreza to mój telefon się odezwie i kto wtedy się wypnie?
Muszę znaleźć sposób by się tym nie przejmować, by się nie denerwować. Ale nie kapituluje, walczę o swoje. A z wami nie dyskutuje, bo i tak nie wiecie o czym mówię.
"Pierdole świat, byłem aspołeczny od małego,
Arogant wredny nic mi nie dał,
Ja nie chce nic od niego."
"Kiedyś biłem sie jak rycerz z Lamanchy z wiatrakami,
a teraz wole o swoje walczyć, to mi wystarczy. "
Dobranoc.
PS sam się dziwie, że Eldoka tak trafia tekstowo w co się dzieje. Nie musisz lubić ciężkiej stopy, werbla, skreczy, ale przekaz to coś wartościowego w tych kawałkach.
...
Wow też mi coś, jak by to miało się przydać, poprawić start?
Najlepsze jest to, że jak zakończę te 3 lata studiów w końcu(!) celowo nie spotkam w życiu żadnego z was. Żadnego zapatrzonego w uzyskanie wpisu, a nie wiedzy. Wykładowca wymaga byś się nauczył, dla Ciebie jest "pojebany", robi zerówkę, ustala zasady - jest "pojebany"... Wykładowca zgarnia nasz hajs, a nie pojawia się na wykładach? Co z tego, jak wstawi wyższą ocenę. Hurrraaaa.
Teraz sobie przypominam, że już kiedyś o was pisałem. Zmieniliście się, na gorsze. Teraz macie moje prośby gdzieś, a jak będzie impreza to mój telefon się odezwie i kto wtedy się wypnie?
Muszę znaleźć sposób by się tym nie przejmować, by się nie denerwować. Ale nie kapituluje, walczę o swoje. A z wami nie dyskutuje, bo i tak nie wiecie o czym mówię.
"Pierdole świat, byłem aspołeczny od małego,
Arogant wredny nic mi nie dał,
Ja nie chce nic od niego."
"Kiedyś biłem sie jak rycerz z Lamanchy z wiatrakami,
a teraz wole o swoje walczyć, to mi wystarczy. "
Dobranoc.
PS sam się dziwie, że Eldoka tak trafia tekstowo w co się dzieje. Nie musisz lubić ciężkiej stopy, werbla, skreczy, ale przekaz to coś wartościowego w tych kawałkach.
piątek, 15 stycznia 2010
czwartek, 14 stycznia 2010
Dla Franka - najlepszego dziadka pod słońcem.
Niewiele osób to wie, ale mój projekt renowacji roweru dobiegł końca, nie licząc lampy, która już jest gotowa.
Oto efekty:
Oto efekty:
Zrealizowałem moje marzenie, spontaniczną myśl prawie w całości...
Włożyłem w rower masę pracy, pieniędzy, czasu i efekt jest więcej niż zadowalający, ALE.
Mój dziadek nie zdążył zobaczyć efektów, które możecie podziwiać powyżej. Odszedł nagle 15 grudnia.
Nie wiem ile będę się bił z tym faktem. Spóźniłem się tydzień, bo rower chciałem przywieźć na święta, a dziś łza sama kręci się w oku...
"Śpieszmy się kochać ludzi, to tak szybko odchodzą"
Przeczytałeś, teraz się zastanów kiedy ostatnio kupiłeś bezinteresownie kwiaty matce?
Kiedy mówiłeś ostatnio bliskim, że ich kochasz?
Kiedy ostatnio obdarowałeś kogoś szczerym uśmiechem?
środa, 13 stycznia 2010
Wczoraj najbliźsi, dziś najdalsi...jutro obcy?
Masz czasem takie wrażenie?
Więzy krwi to czasem za mało, wspólne życie to też mało, jeżeli ono różni się tak diametralnie.
Wydarzenia przeszłości nigdy nie będą tak mocne by podtrzymać teraźniejszość w pionie. Ciężko zbywać wydarzenia, przepraszać gdy nie czuje się winy. Gdy uważasz coś za przygodę, powód do uśmiechu, a jest to postrzegane za Twój życiowy błąd...nie będę zmieniał siebie pod Ciebie, odseparuje się. Po prostu nie będę wchodził Ci w drogę, a gdy w końcu się stąd wyrwę spotkamy się na piwku po jakimś czasie, powspominamy dobre dni dzieciństwa.
Wielka szkoda, że dorosłaś tak szybko, że nie pamiętasz siebie jak byłaś w moim wieku, że lustro życia daje nam tak rozbieżne obrazy. Choć kroczymy w podobnym kierunku, to wygląda tak jakby jedno kroczyło pod prąd. No nic, najlepszego!
Ostatnio nie może mnie opuścić myśl, trochę utopijna...Rzucić wszystko, usunąć GG, maila, NK i FB, kartę SIM przeciąć, telefon roztrzaskać o chodnik. Kupić duży plecak, spakować ciuchy, wziąć narty pod pachę, kilka innych pierdół, usunąć konto bankowe, kupić bilet na PKP, gdzieś bliżej gór i spróbować się odnaleźć na nowo. Zostawić całą presje, problemy, fałszywych ludzi...zatrzymać tylko w sercu fajne wspomnienia i szukać nowych wrażeń. Żyć szczerością, otwartością i szerzyć epidemię uśmiechu, dobrej zabawy.
Po czasie odezwać się do starego życia i zobaczyć czy Ci, o których teraz myślę szukali końca kłębka, który potoczył się na nowo. A może nie? Może, gdzieś tam czeka na mnie lepsza alternatywa i już nie patrzył bym na dzisiejszy punkt?
Myśl, której pewnie nigdy nie zrealizuje...
Ps To nie o Tobie M.
Więzy krwi to czasem za mało, wspólne życie to też mało, jeżeli ono różni się tak diametralnie.
Wydarzenia przeszłości nigdy nie będą tak mocne by podtrzymać teraźniejszość w pionie. Ciężko zbywać wydarzenia, przepraszać gdy nie czuje się winy. Gdy uważasz coś za przygodę, powód do uśmiechu, a jest to postrzegane za Twój życiowy błąd...nie będę zmieniał siebie pod Ciebie, odseparuje się. Po prostu nie będę wchodził Ci w drogę, a gdy w końcu się stąd wyrwę spotkamy się na piwku po jakimś czasie, powspominamy dobre dni dzieciństwa.
Wielka szkoda, że dorosłaś tak szybko, że nie pamiętasz siebie jak byłaś w moim wieku, że lustro życia daje nam tak rozbieżne obrazy. Choć kroczymy w podobnym kierunku, to wygląda tak jakby jedno kroczyło pod prąd. No nic, najlepszego!
Ostatnio nie może mnie opuścić myśl, trochę utopijna...Rzucić wszystko, usunąć GG, maila, NK i FB, kartę SIM przeciąć, telefon roztrzaskać o chodnik. Kupić duży plecak, spakować ciuchy, wziąć narty pod pachę, kilka innych pierdół, usunąć konto bankowe, kupić bilet na PKP, gdzieś bliżej gór i spróbować się odnaleźć na nowo. Zostawić całą presje, problemy, fałszywych ludzi...zatrzymać tylko w sercu fajne wspomnienia i szukać nowych wrażeń. Żyć szczerością, otwartością i szerzyć epidemię uśmiechu, dobrej zabawy.
Po czasie odezwać się do starego życia i zobaczyć czy Ci, o których teraz myślę szukali końca kłębka, który potoczył się na nowo. A może nie? Może, gdzieś tam czeka na mnie lepsza alternatywa i już nie patrzył bym na dzisiejszy punkt?
Myśl, której pewnie nigdy nie zrealizuje...
Ps To nie o Tobie M.
czwartek, 7 stycznia 2010
Styczeń !
Wszystko się przekręciło, nic ułożyło po mojej myśli, ale też pokazały się nowe drogi na horyzoncie. Opcja wirowania na maksymalnych obrotach...
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Nowy rok...najlepszego?
A jednak pewnie powrócę do pisania tutaj...nikt już tego pewnie nie czyta, ale nigdy o to nie chodziło.
I co na dziś? Pewnie remanent własnego siebie, bo to co się poukładało znów się sypie.
A co na teraz? Dużo drum and bass i odstresowywacz.
Za tydzień pogadamy, pomyślimy...reanimacja czy sekcja zwłok?
I co na dziś? Pewnie remanent własnego siebie, bo to co się poukładało znów się sypie.
A co na teraz? Dużo drum and bass i odstresowywacz.
Za tydzień pogadamy, pomyślimy...reanimacja czy sekcja zwłok?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



