Witam, jak ktoś w ogóle śledził bloga od początku to może stwierdzić, że większość tekstów było nacechowanych negatywnie. Jakoś mi to pomagało, wykrzyczenie się w ten internetowy eter. Dziś większość negatywnych emocji przeminęła :) co mnie niezmiernie cieszy. Problemy są, ale się nie piętrzą. Po prostu wyszedłem na prostą.
A co przedstawia teraźniejszość?
Szukam pracy, co nie do końca wychodzi. Co wiąże się z tym, że dość ostro muszę ograniczyć swoje plany zimowe.
Cieszy mnie, że w ogóle jesień trwała tydzień i czekam na śnieg w Bydgoszczy lub jakiś wyjazd weekendowy = kombinatoryka zaawansowana.
No i temat, który powoduje banana na mojej facjacie! Renowacja roweru Popularny zakończona w 80 procentach! Wziąłem się w końcu za składanie tego wszystkiego do kupy po kradzieży mojego dotychczasowego jednośladu (Best, moja czerwono-srebrna strzało RIP).
Fota na dziś:
Brak mi kilku części, ale dajcie mi ze dwa tygodnie i Popularny znów będzie zjadał asfalt ! :D
Miejmy nadzieje że za 2 tygodnie wszystko będzie gotowe. Trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam.
Samotność i lekkie uwiązanie mnie przytłacza, choć już mniej. Spacer po plaży w towarzystwie rozszalałego Bałtyku mnie uspokoił. Zyskałem wiarę w marzenia, znalazłem samochód, a natura zalewając mnie wodą sprawiła opad szczęki i wielkie "WOW!" walczące w eterze z ogłuszającym wiatrem.
Bałtyk, 5-6 w skali Beauforta.
Do zawrócenia zmusiły mnie ćwiczenia wojskowe, mające miejsce na pobliskim poligonie, na który mnie zniosło.
Plaża w okolicy poligonu.
Wracając znalazłem sobie taki oto nowy środek komunikacji, stworzony do pokonywania wydm i tym podobnych przeszkód. A do tego jest całkowicie bezpieczny dla środowiska :)
Ostatnio tak myśląc, złapałem się, że jestem z nad morza (wiem, błyskotliwe), a nie wykorzystuje tego. Przypominała mi się ta myśl, gdy spotkałem grupę kiteboarderów. Okazało się, że są z okolicy i każdy polecał mi ten sposób spędzania czasu. Jedyną przeszkodą są środki na zakup sprzętu. Jednak może za rok to ja będę tak rozcinał fale?
Nawiązując do fal i siły natury swoje kroki skierowałem na koniec drugiego mola, gdzie jak zawsze na jesień mają miejsce takie zjawiska. Jedno wielkie WOW!
Zwykły spacer, od smutku, samotności, przez pocieszenie, dokąd?
Jak widać najcieplejsza pora roku zrobiła sobie dogrywkę i skwar z nieba nie odpuszcza.
Z moich planów nie wypalił tylko wyjazd na kiteboarding do Jastarni, zastąpił go rower i jego renowacja. Coś za coś.
Ale co można napisać o końcu września? Rutyna w porównaniu do wcześniejszych wariacji. Nuda wręcz. Budzę się rano, oglądam TV, marnuje się do obiadu, idę na kosza. Gramy do wieczora i potem książka/film/wyjście ze znajomymi...Co nie znaczy, że nie walczę z leniem. Wziąłem się za objeżdżanie okolicy Ustki na rowerze.
Czerwony szlak - klify
Pierwsza trasa Ustka - Rowy miała jakieś 40 km. Nie tak źle, bo wracałem tak zwanym "czerwonym szlakiem". Wiedzie on po klifach, wydmach, wąskich ścieżkach i w większości jest pod górkę. Można się zmęczyć. Jednym słowem: polecam!
Potem wybrałem się do dziadka na Wodnice tyle że przez las, kontynuując podróż "czerwonym szlakiem". Zobaczyłem nowy most na rzece i w drodze powspominałem chwile z dzieciństwa kiedy na wsi siedziałem całymi dniami.
A wczoraj trochę może przesadziłem, bo wstępnie miałem objechać jezioro Gardno, a zahaczyłem o Rowokół, wzniesienie (115m n.p.m.) z wieżą widokową. Ale za nim tam dojechałem pomyliłem drogę z trzy razy, wpadłem dosłownie po uszy w pokrzywy, pogoniła mnie niemiła pani z pomostu (fakt, był tam zakaz wjazdu rowerem) i takie podobne trudności stanęły mi na drodze. Można powiedzieć, że było to wesołe 80 kilometrów :)
Widok z Rowokołu na jezioro Gardno.
Kilka lat temu był tu przejazd...dziś są pokrzywy i kleszcze.
A dalej co? Jeszcze czeka mnie wyprawa na południe (jakieś wioski koło Słupska?) i zachód od Ustki (Dąbki?). Może już na nowym rowerze Popularnym z 1958 roku.
Jakoś nudę trzeba tłamsić...
Po prostu, nie czekaj na zmianę, nie stój w miejscu, zielone samo nie przyjdzie...
Po co to pisze? Głupio-mądre zdania? Motywuje się? Nie wiem, możliwe. Może złapałem piękną chwilę, pokazuje ją Wam i próbuję opisać ją słowami? Myśl o tym co chcesz...
Ostatnio wpadła mi do głowy myśl lekko szalona. Pojechać do Głuszycy (miasteczko pod Wałbrzychem, polsko-czesko granica) do babci i przywieźć do Ustki stary rower dziadka, model "Popularny". No i co? Zrobiłem to. 3 dni, 33h w podróży, goniąc uciekające pociągi, przez opóźnienie innych, kombinując na szybko nocleg w Wałbrzychu i transport z Koszalina do Ustki. I co dalej? Renowacja bicykla, który o dziwo po napompowaniu kół jeździł dziarsko po Poznaniu (nudziłem się, bo czekałem na pociąg :P ). Zadanie to na dziś mnie trochę zaskoczyło. Części brak w sklepach rowerowych, brak wzoru oryginalnego malowania, brak w okolicy zakładu niklującego części itp itd...Ale kto powiedział, że będzie z górki? No nic na koniec pokaże Wam obiekt przyszłych westchnień i dziwnych min przechodniów, a w szczególności pięknych dzierlatek :)
Stan jak widać przed remontowy, dziś już rozebrany na części pierwsze, gotowy do piaskowania i lakierowania. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Możecie trzymać kciuki za ten projekt. Tymczasem ja zamykam się w garażu i powalczę z rdzą. Pozdrawiam!
Miałeś tak kiedyś? Coś Cię niezmiernie cieszy, a w tym samym momencie inne wydarzenie trapi, smuci i denerwuje. Można to porównać do linii wyznaczanej przez elektrokardiogram. Raz w górę, raz w dół, ciągłe zmiany. Nie możesz przewidzieć co nakreśli ta linia. Tak czy inaczej mam nadzieje na więcej wzlotów niż upadków, wszystko się z czasem ułoży. Cokolwiek niech się dzieje...byle linia nie stała się pasywna, pozioma, martwa?
Z piwnicy przesiąkniętej zapachem stęchlizny i krwi dobiegają wrzaski. Słychać dźwięk walki, szamotaniny. - Siostro zaaplikuj pacjentowi pavulon, melisę, marihuanę ! Cokolwiek, byle szybko ! Pacjent w tym momencie wykrzykując stanowcze "NIE !" rwie kajdany nudy i monotonii. Wystrzeliwuje z łóżka szpitalnego, odpycha doktora i całuje namiętnie pielęgniarkę. Mosiężne drzwi, które stanową ostatnią przeszkodę w jego ucieczce z tego obskurnego miejsca delikwent wyłamuje wykidajłem, który śmiał stanąć mu na drodze. I tyle go w tamtych okolicach widzieli. Podobno do dziś biegnie dalej, podobno już nie w samotności, podobno goni marzenia. I mimo wciąż spotykanych na swojej ścieżce przeszkód brnie dalej, szukając sposobu przemierzenia ścieżki wyznaczonej przez piękną Iris...
Dziś wróciłem z mojego trzeciego Hip Hop Kempu. Wszystko było ok, pogoda dopisała, artyści również dali z siebie wszystko, ale. Zawsze musi być jakieś ALE...Chyba tracę po prostu zajawkę na rap, na ten zmieniający się z roku na rok festiwal. A może zmęczony tym latem jestem? Jedyne wiem to czego mi brakuje...migdałowo-kokosowego zapachu Twoich włosów, gdy wtulasz się we mnie...jeszcze 2 dni :)
To na daną chwilę to ciekawe pytanie. A co naprawdę siedzi? Szczęście, Radość, Satysfakcja, Nadzieja, STRACH przed jutrem, Smutek, Tęsknota... A Ty byłeś kiedyś wypełniony milionem i jednym odczuciem?
Dzień dobry, witam po 6 tygodniowej przerwie :) Jak się okazało rola wychowawcy to tak zakręcona sprawa, że zostałem pod Gorzowem 3 turnusy, co równa się sześciu tygodniom użerania się z dzieciakami, w wieku 14-18 lat. Jak bym miał tu opisywać wszystkie wydarzenia, sytuacje, które miały tam miejsce to bym pisał do wieczora, a tyle czasu nie mam i to by nie mało raczej sensu. Nie wiem do końca jak podsumować ten czas. Może muszę odpowiedzieć sobie na pytanie czego się nauczyłem, czego doświadczyłem i co pozostało mi po tych szalonych dniach w Lubniewicach? Hmm no to można powiedzieć, że większość rzeczy które miały miejsce były dla mnie nowością. Dla przykładu spanie w lesie w roju komarów, przedzieranie się przez bagna po szyje, gry nocne z dzieciakami w rolach głównych, granie roli złego i dobrego opiekuna, oraz milion innych rzeczy. Co mogę jeszcze napisać? Doświadczanie czegoś zupełnie nowego daje niemałą satysfakcje i po prostu szczęście. Fajnie było z boku spojrzeć jak grupa młodych ludzi, nad którą sprawowałem pieczę poznaje się, tworzy powoli jedność i bawi się bez internetu, TV i używek (no niezupełnie:P). Co dała mi rola opiekuna? Haha na pewno nie górę pieniędzy. Dla mnie nagrodą był widok łez w oczach dzieciaków przy pożegnaniu. Ich uśmiech po osiągnięciu celu, wydawało by się na początku nie do zrealizowania. No i mogę wspomnieć, że poznałem kilka wyjątkowych osób, pozytywnie zakręconych, brnących przez życie z uśmiechem, spontanicznością i energią! Pozdrawiam Was wszystkich! A co teraz? Wakacje! Pomysłów jak zawsze milion i jak zawsze pewnie dorwie mnie brak czasu, i środków na realizację wszystkiego. Ale próbować trzeba. Pozdrawiam, hebanowa Skwareczka! :D
No i miałem przez kilka dni odpocząć, poopalać się, strzelać browarki na usteckiej plaży. Rzeczywistość okazała się jednak weselsza. Po dzisiejszym przemeblowaniu (siłownia-sypialnia rodziców-pokój siostry) trzeba się spakować i ruszyć jutro, gdzieś pod Gorzów, dokładniej do Lubniewic. Będę tam pracował jako opiekun obozowy. Nie ma jak to masa gorących 12-18nastek! To co Skwary luba najbardziej! :P No więc siedzę tam jakoś jeden turnus, a potem zobaczymy. Albo tam dalej "powychowuje" młodzież, przeniosę się lub wrócę do domu ze zniszczoną psychiką ;) Więc jak widać nadal nic nie wiadomo, a do tego uciekam do dżungli pod niemiecką granicę, gdzie nie widziano jeszcze białego człowieka podobno. Tak, czy inaczej życzę Wam udanych wakacji! Niech nadmorski piasek nie uwiera za bardzo, a komary nie tną tak zaciekle! :D Pozdrawiam gorąco, SKIfarek.
Ja ! Wunderbar ! Ich bin Wermacht perfekt ! Ich passen Deutsch egzam auf drei und halb :D No to tak na wstępie. Rozwijając historię to jakiś miesiąc temu męczyłem się z warunkiem z poprzedniego semestru, a dziś dostałem wpis od (już) kochanej Pani magister. Co jeszcze? Sesje oficjalnie zakończyłem, niespodziewana dogrywka (a kysz!) we wrześniu, pozostało poczekać na wyniki. No i jutro coś koło 15 godziny zamienię tyfusowe powietrze, na ustecką bryzę :) No będę miał wolny tydzień w Ustce to postaram się coś tu napisać, bo me miernie umiejętności nie mogą się marnować! I już chyba standardowo, nutka dla Was. Enjoy!
Coś ostatnio zacząłem się obracać w wyedukowanym gronie, które już posiada tytuły przed nazwiskiem: licentiatus / magister (z łac. mistrz, nauczyciel...hahaha). Postanowiłem więc podsunąć Wam kawałek traktujący o zakończeniu najlepszego okresu Waszego życia i pokazać Wam prawdopodobną przyszłość. Bawcie się, balujcie, podróżujcie. Za kilka miesięcy czeka Was spotkanie z prawdziwym życiem. 8 godzin pracy, zakupy, stanie pół dnia w korkach, brak czasu na cokolwiek itd. Ja jako młoda krew jeszcze postudiuję jakieś 3 lata, nie martwcie się - pobawe się za Was. Może to trochę złośliwe, ale musiałem :) No to czas na gwóźdz tego posta. Dzisiejsze, kończące się czasy (dla Was :P)- Asher Roth - I love College
I to co Was czeka...
Pozdrawia serdecznie Skwarek. PS Nieee no nie życzę Wam takiej przyszłości! Ski2die!
Dzień dobry, dziś rozpoczyna się kolejny długi weekend, lecz ja tak czy tak się nim nie po delektuje. Wciąż trwam w burzliwym związku z moją kochaną Sesją :* 5/16 życie studenckie ma swoje wzloty i upadki, a by tych pierwszych było więcej trzeba znajdować rzeczy, które dodadzą energii wymęczonemu studentowi. Dla mnie ostatnio takim energetycznym kopem jest płyta Overseer - Wreckage z 2003 roku. Tę produkcję odnalazłem jak, że by inaczej przez filmy traktujące o freeskiingu (Claim - Mark Abma, CR Johnson, TJ Schillerpart). Myśląc o gatunku do którego można przpasować Dj'a z Leeds Wikipedia podpowiada 'Big Beat'. Przewija się tu rap, funk, breakbeat, elektronika itd. Myśląc do czego mogą być podobne utwory Oversee'a przychodzi do głowy twórczość Chemical Brothers, The Prodigy czy Asian Dub Fundation. No nic pozostaje mi polecić przesłuchanie tej prodkcji. Enjoi!
PS Ostatnio męczy mnie chyba blogowy regres i brak weny twórczej, a jest o czym pisać. Nawet ta recenzja jak to by określił mój kumpel z Gdyni "wielki kondon". Chyba trzeba pozbyć się Sesji, choć związek może przeciągnąć się do września (niestety, to słowo już dla mnie istnieje). Pozdrawiam, Skifarek.
"Hey baby don’t you worry Even though the road is rocky I’ll be coming home to you again Cuz if you thought that I was lost I had to bare my cross Now I’m free from all these chains"
Magia znów działa, ponownie daliście mi siłę by dążyć do wzmacniania więzi, która powstała w kwietniu. Dziś wiem, że spontaniczność w poszukiwaniu szczęścia jest niezbędna...
Podziękowania dla Konka, Ani i Morfa za wesołe 24 godziny we WrocloveU. Czekam na spotkanie całej ekipy ! Jak nie to do Was sam przyjadę :)
No nie do końca będziecie w temacie, ale dziś napiszę coś o Marcinie Gortacie, jedynym Polsku grającym w NBA, dokładniej reprezentującym barwy Orlando Magic. Marcin gra w kosza dopiero 8 lat (sic!) i ma bardzo dużą szansę w tym sezonie pretendować do mistrzostwa NBA. Na dzień dzisiejszy Magic grają w finale konferencji z Cleveland Cavaliers i prowadzą 3-2. Jeszcze jedna wygrana i spotkają się w wielkim finale z Los Angeles Lakers. Co byście kojarzyli Polish Hummera (ksywa z NBA) zamieszczę tu dwa filmiki gdzie nasz człowiek blokuje LeBrona Jamesa (najlepszego gracza ligi).
Blok z meczu nr 3:
Blok z wczoraj (ta akcja znalazła się w dniówce TOP 5):
Respekt dla tego Pana! EDIT Orlando w Finale NBA... Sercem jestem za Marcinem, a kieszenią za LAL - założyłem się z kumplem o litra. I nasze typy spotkały się w finale :)
No właśnie zaczynam przygotowania do sesji, bo przez wyjazdy narciarskie na przełomie semestrów dopiero od wczoraj, od godziny 8.10 jestem oficjalnie na drugim semestrze, drugiego roku (co mamy? koniec maja :D). No tak czy inaczej następne cztery tygodnie zapowiadają się zabawnie. Więc zacznijmy walkę o wpisy do indeksów. Życzę Wam i sobie tylko pozytywnych wyników zaliczeń/egzaminów i pamiętajcie, słowo WRZESIEŃ nie istnieje.
Właśnie tak można było określić stan, w którym znajdowałem się przez ostatnie dwa-trzy tygodnie. Potężna dawka lenistwa, juwenalia bydgoskie, Deutch lernen i nadrabianie innych zaległości. Powróciłem do względnej normalności parę dni temu i pasuje mi to. Braki w zaległych i bieżących brakach na uczelni powinienem nadrobić w dwa tygodnie, po drodze prawdopodobnie zaliczając Juwenalia poznańskie (Raekwon Wu Tang Clan, Sofa, Waglewscy, Indos Bravos i pewnie coś fajnego się znajdzie jeszcze). No tak czy inaczej mam nadzieję, że naładowałem baterie na zbliżającą się sesję i lato które nadal jest wielkim znakiem zapytania, co mnie w sumie nie martwi :) No na koniec posłuchajcie fajnej nutki od Mariki, która dała koncert w Bydzi parę dni temu:
Tak, jak większość z Was wie rap to tylko bling bling, kobiety, koks, bujające się Rezusy :D No to dziś pokażę inną stronę blokowisk, ławki, chłopaków i skrętów. Drodzy Czytelnicy, przed wami Fatal Bazooka!
Pytałem koleżankę o znaczenie tekstu, wyszło że chłopaki opowiadają historie typowe dla dzisiejszej piosnki melorecytowanej. Jakiego to ja nie mam zegarka/kobiety, ile cali mają moje felgi itd. Co by nie było drugi kawałek wpada w ucho ! No to Kochani SZEJK JOR BUUTY !
Jak nazwać stan gdy słowa leżą na sercu, cisną się na usta, a gdy zdecydujesz się już odezwać natrafiasz na pustkę? Ostatnimi czasy, gdy odsunąłem się w cień często mylę o Tobie. Już Cię na siłę nie szukam, nie gonie za Tobą. Codziennie zadaje sobie pytanie czy już Cię nie spotkałem, czy nie odrzuciłem, lub po prostu mimo odzewu nie zauważyłem, nie dopuściłem do swojego świata? Patrząc na teraźniejszość większość ludzi młodych przypomina mi klony, dominuje kiczowaty styl, płytkość, brak prawdziwych pasji. Kto wie, obiektywnie patrząc ja również po części temu ulegam. To nie tak istotne, dziś wyczekuje dnia gdy zobaczę Ciebie w szarym tłumie oświetloną i skupiającą na sobie promienie słońca...żyje mając nadzieję, że nie przegapię, nie zepsuję tej chwili. Na pytanie gdzie jesteś odpowiedz sama się znajdzie.
Uff w końcu to skleiłem w jak dla mnie nieudolną całość, ale jest. Dobrej nocy życzy trochę zagubiona Skwarka :)
Był sobie kiedyś człowiek, zakompleksiony, monotematyczny, wstydliwy, nie mający planu, celu i szczytnych marzeń. Co dzień robił to samo, nie przykładał się do niczego, zadowalało go minimum. Z czasem gubił niektóre ze złych nawyków, pozyskiwał nowe. Stał się bezczelnym, pewnym nad wyraz siebie człowiekiem. Myślał że wie dokąd zmierza, nie zauważał powoli walącego się własnego małego świata. Nawet gdy już nic z tego uniwersum nie pozostało nadal trwał na swoim stanowisku przez długi czas. Dziwił się, gdy wszyscy w około wytykają jego błędne decyzje i wybory, tamten człowiek ich nie zauważał. Jednak niedawno trafił w środowisko ludzi z tą samą pasją, ale kompletnie mu nieznanych, subiektywnych. Ta grupa pokazała mu, że można żyć bez wielkich bezcelowych kłótni, wywyższania się... Dziś ten człowiek potrafi dostrzec swoje wady i pracuje nad sobą. Często przywdziewa maskę klauna, komika, ale w środku nadal walczy z dawną osobowością, której nigdy do końca się nie pozbędzie. Choć widać, że wyzbył się kilku złych nawyków, pracuje nad ujarzmieniem swojego temperamentu, powoli stępia ostrze, którym ranił wszystkich w go otaczających. Dziś wyznaczył sobie krętą ścieżkę życia, po której stara się stąpać i spełniać te mniejsze, i te większe marzenia. Sam nie wie co przyniesie przyszłość, ale za wszelką cenę będzie dążył do szczęścia swojego i swoich bliskich :)
PS Co by nie było tak pesymistycznie (zguba portfela się trochę do tego przyczyniła) polecam Wam genialny remix nutki panny Dragonette (elektropop):
Dziś, na szybko polecam Wam nutkę od SuperSCI - szwedzkiej grupy tworzącej naprawdę wpadający w ucho dźwięk. Prezentowany dziś singiel pochodzi z płyty "Pinetrees On The Pavementm" wydanej w roku 2006. Ja po cichu liczę, że ta ekipa znajdzie się w rozkłądzie Hip Hop Kempu 09. Miłego słuchania.
Jak pisałem nie jest to kącik prywatny. No i obywatel Konek dziś coś tu naskrobie.
Z najlepszymi pozdrowieniami od Konka dla wszystkich uczestników Livigno Campu, ludzi pełnych marzeń, aspiracji i werwy do działania w życiu oraz wewnątrz własnych pasji :) Jest to ciekawy utworek aby każdemu z Was towarzyszył zarówno przy snuciu marzeń oraz w trakcie ich realizacji :) Mnie ten utwór zawsze wzmacnia i mobilizuje wewnętrznie... peace to 4 U gangstas! I have dream, a got a dream, were gonna work it out o-o ! :)
Dziś w ten piękny niedzielny poranek chciał bym Wam polecić pojedynczy utwór, potem może cały album Zion I jak już go przesłucham. Jak już wspomniałem dziś pojawi się tu Zion I - unikalny i w sumie nie znany szerszej publice duet raperów z USA. Byłem na ich koncercie i powiem że chłopaki żyją swoją muzyką! A teraz do rzeczy: Zion I - Coastin (feat K Flay)
Jak ująć to wszystko w odpowiednie słowa? Jak to opisać w kilku zdaniach? Ciężko będzie, ale spróbuje. Ten sposób pomagał wcześniej może i dziś coś poprawi.
Jestem świeżo po wyjeździe do Livigno. Przeżyłem tam swoje urodziny, podkręciłem umiejętności freestylowej jazdy na nartach, bardzo dobrze się bawiłem, ale przede wszystkim poznałem Was. Pierwszy raz w życiu nikt z ludzi mnie otaczających nie złościł się na poważnie, wszystko przepełnione było humorem, żartami na poziomie opisanym niżej :). Każdy zostawił swoje codzienne problemy i nawet gdyby się nimi przejmował zrozumiał szybko, że i tak nic z tym nie zrobi... Gdzie była moja osoba w tym wszystkim? Chyba w centrum, jak zawsze dałem wszystko z siebie, jak zawsze więcej niż mogłem. Ale nie żałuje ani chwili! Wróciłem do domu i od razu przytłoczyła mnie masa problemów... Dziś sobie pomyślałem, że rozerwałem moje małe serce i oddałem każdemu z Was po kawałku... A umysł nadal katuje hopki, obija się na boxach, robi wielki obiad dla chłopaków, odpoczywa na leżaku patrząc na Alpy, upija się i śpiewa z Wami karaoke.
PS Wiem że nie mogę się smucić, ale potrzebuje chyba trochę czasu by to wszystko poukładać. Wracajcie do zdrowia. Wasz Skifarek.
No tak po Uno rozliczę się z moimi nowymi "kolegami"! Target No 1: Konek - mistrz łamania nadgarstków zesztywniałą skarpetką narciarską w 8 1/3 miejscach na 17 sposobów. Powód: Chłopcze czyli już podrywałeś biedną Dorotę bez kulasków, pewnie Ci tak przyłożyła, że skręciłeś kosteczkę...nic nie poradzę miecz samuraja ujrzał światło dzienne, krew musi zostać przelana.
Target No. Due: Robal - Silent Sake Alkoholik, chłopak taki niepozorny, nie wyspany...ale nie można być takim bez Sake! EAT SHIT AND DIE! Powód:
Where are you looking dude?! Bad boy...Wujek przyjedzie do 3miasta i ukarze Cię srogo.
Jedziemy dalej. Z Karpiksa nie zrobimy targetu bo po prostu nie poda pewnie więcej fotek ze sobą...sprytna bestia lub wstydliwa. Nie martw się ziom, nic od autora tego bloga nie może być gorsze.
Kolejni do odstrzelenia są snołbordżiści Babolek Obolek i Koniu... Za co? Hmm Obol ogarnij te naturalne dredy, bądź porządnym człowiekiem... Konia zdjęcie może podpisze zdaniem "Ani się waż! Po Finlandi takie miny, czyny?!"
No na dziś może już wystarczy, kobiety oszczędzę, jesteście za fajne i za piękne by jakiś zakompleksiony 13latek obśmiewał was na blogu. Ot co!
A i mamy pierwszą sugestię od Anuli. Przedstawiam kawałek, który sama uznała za nutkę pozytywną i wg mnie fajną:
!ATTENZIONE! Notka dość kontrowersyjna dla ludzi nie znających tematu !ATTENZIONE!
Dziś czas naVolume Numero Due! Dotyczące relacji z Livigno Gay Camp 2009. Mam dość szalony pomysł spisania chociaż połowy tekstów o podłożu satyryczno-humorystyczno-rasistowsko-nie śmieszno-pogiętych tworzonych przez pierwsze dwa dni przez jakiegoś głupka Skifarka. Potem dołączyło do niego całe grono ludzi z pięcioma tytułami przed imieniem, bo przed nazwiskiem ciężko mi się było ich doliczyć.
A więc do rzeczy: Po Uno: "I got balls of steel! Balls of steel" - używane przez nasze Kulaski i w parku przed i po skoku. "Eat shit and die" - Konek wygrał "Konek dziś gotujesz, co na obiad? Eat shit and die" + inne kombinacje pochodzą z gry Duke Nuken 3D, a dokładnie z tego oto klipu:
Po Due: "U got a tits/cock/ (dużooooo) problem mate? Go outside..." - to jest niestety autorskie :P Po Tre: "Ok, gays...yyy guys" Po Quattro: "Freestyle Mary/Prosów naszych w snowparku i po nim", rozmówki włosko-angielsko-polskie naprawdę były dobre np. "Formua Uno Bella Jiben Boxaro Attenzione"! Po Cinque: "Kapitan BOMBA...NAPIER*****...jak przyjdą" - tekst ekipy z 3miasta Dzieci nie radzę włączać odcinków bez cenzury :D
Po Sei: Kawały które towarzyszyły nam przez cały wyjazd i chyba istniała nie pisana zasada podania nowego by dostać się do tej elitarnej grupy ludzi inteligentnych inaczej. Przypomne Wam jedynie początki tych "śmiesznych" żarcików: - Dlaczego Jaś wie, że jego młodsza siostra ma... - Niemowlak i sokowirówka - Żyd i popielniczka - Żyd i rurociąg - No i jeszcze niemowlaki i drzewa, 10/10 - 1/10 PS Jesteśmy strasznie szurnięci by się z tego śmiać...
Po Armagedono i Uno dzień dłużej: nasze ogólne freestyle przy każdej czynności przez ten tydzień (śniadania "Yeah Shane yeah" xD). Ogólnie było tak smutno, że ja się popłakałem z 10 razy ze śmiechu i stąd pewnie te całe zakwasy.
Uwagi końcowe: Autor powyższego tekstu pisał pod wpływem "świńskiej grypy", która objawia się zawrotami głowy, kaszlem, katarem itp itd. Autor również nie odpowiada za nieodwracalne zmiany psychiczne i umysłowe u Czytelników.
No to miłego popołudnia, dużo śmiechu :P Z pozdrowieniami Wasz PRO...stak Skifarek AKA Omen.
No za dużo osób mnie prosi o relacje z wyjazdu więc trzeba będzie to gdzieś ogarnąć. Niech pierwszym miejscem będzie ten mały blog prowadzony niereguralnie przez Skifarka, U got a problem boya i inne :)
Vol. 1 Muzyka, która towarzyszyła Nam na stoku jak i poza nim np. na dwóch edycjach karaoke:
Foreigner - Juke box Heroes...poranny hymn pokoju nr 6, komenty przy śniadaniu - bezcenne
Johny Cash - Ring of Fire...to było na pobudkę do rano
Prop Dylan - Can you imagine...Trzymamy mocno kciuki Dorotka ! Wrócisz na stok, ściankę szybciej niż myślisz, przecież U GOT BALLS OF STEEL!
OB 1 - Jasmine Nights...to od Mary Formua 1 Pornografiko Style Jibb Killa
Damian Marley & Nas - Road to Zion...:* dla Konka
Damian Marley - Welcome to Jamrock...Konek mate U are my best gay!
Kolejne posty już w drodze! Rabuj, gwałć, szerz Sodomę&Gomorę...live by the code of Livigno Freestyle Camp. Pozdrawiam Was wszystkich!
BONUS EDIT!! Jak mogłem zapomnieć!! Backstreet Boys z układem choreograficznym przy karaoke (bardziej śpiewem/wyciem z głowy) po hmm ponad 2l wina :D YES We got a problem.
Dziś chciałbym polecić Wam film Cadillac Records. Fabułą jest oparta o historię człowieka, który dzięki swojej odwadze wylał fundamenty pod dzisiejsze gatunki muzyki, rap, funk, rock&roll otwierając własną wytwórnie w latach 50 i 60 w USA gdzie segregacja rasowa i rasizm była codziennym zjawiskiem. W Filmie wystąpili między innymi Adrien Brody, Beyonce, Mos Def i Jeffrey Wright. Godna pochwały jest również ścieżka dzwiękowa, która w tamtych czasach nie była takj skoażona pieniądzem. Więcej o filmie na Filmweb(KLIK).
Hmm poprzedni post to był oczywiście 1 kwietnia, więc ze mną wszystko w porządku :)
Teraz do rzeczy, coś co mnie ostatnio śmieszy/drażni to zdjęcia Jana Pawła II na NK. Co to ma być? Hołd w serwisie gdzie pełno fałszu i obłudy. Ludzie wrzucają fotkę tego wielkiego człowieka obok swoich ujęć z imprez itp. Chyba lepiej pomyśleć, że Karol z góry patrzy na Nas i jest dumny z większości czynów i decyzji, które podejmujemy? Może nie akceptuje instytucji kościoła w Polsce, ale gdzieś po śmierci trzeba się będzie znaleźć i lepiej żeby było to Niebo - dużo tam śniegu i brak grawitacji :)
Przez kolejne kłótnie, konflikty i inne stresujące rzeczy myślę by się kompletnie wyłączyć. Usunąć tą publiczną część siebie (gg, blog, nk, fb, kom...). Jeżeli to nie pomoże to może posunę się dalej?! Kto to wie? ;/
Hmm coś dziwnego mi wpadło dziś do głowy, bo jakieś 2 godzinki temu wpadłem do sklepu kupić krem/masło/smarowidło orzechowe. Nabyłem samrowidło ze średniej półki, takie brązowo białe. I do dziś tak mam, czyli jak smaruje kromala, bułkę to zawsze dążę do umiarkowanej warstwy czekoladowego specyfiku, ale by wyglądało to jak na reklamie czyli idealna zebra na produkcie z piekarni. Tego czynu jak na razie udało mi się dokonać raz i to jakieś mniej więcej 15 lat temu. To było coś legendarnego czego pewnie nigdy nie powtórze. Takie to wspomnienie :)
"Nie ważne ile razy upadniesz... Ważne byś po każdym upadku natychmiast się podniósł"
Nadal się nie przejmuję niektórymi, nadal dystans, ale dziś okazało się, że mam przyjemną pracę na lato z odpowiedzialnością...dam radę. No i w zimę również pojeżdżę na nartach na dodatek za $$ :) "Się śmiga w konkretnej ekipie to się ma!" - Symetria.
Już po zimie można rzec, więc postanowiłem podsumować mój sezon narciarski. Rozpoczęcie sezonu i przedsmaki w Myślęcinku. Pierwszy raz w tyn sezonie na nartach stanąłem 7 grudnia w Livigno, we Włoszech. Ogólnie wyjazd był średni, ta ekipa (średnia 40 lat) jeździ już tylko pić na umór, a nie pobawić się na stoku. To był ostatni raz kiedy pojechałem z nimi. Nie ma co pisać. Jak juz wróciłem ispadło w Bydzi trochę śniegu odpaliliśmy stok w Myślęcinku, najeździć się tam nie dało, ale mini hopka poratowała sytuacje. Lecz to była dopiero rozgrzewka. Karpacz (16-22.02) i Zakopane (23.02-01.03) W obu miastach i na okolicznych stokach nie zabrakło śniegu, w Karkonoszach wręcz mieliśmy go miejscowo 150 cm. W Zakopcu napadało wcześniej i nie zdążyło stopnieć do czasu Akademickich Mistrzostw Polski. Potem oczywiście jak wyjeżdżałem stamtąd złapał mróz i spadł świeży puch... Zakwaterowanie i jedzenie, które nam zaoferowano było na poziomie i nikt nie narzekał. Towarzysko bawiłem się świetnie i nabyte znajomości pozwolą w przyszłości zdobyć Alpy w gronie studenckim (oby!). Śmiechu była masa, dopingowanego skromnymi ilościami używek stosowanymi wg uznania. Pozdrawiam tu dziewczyny, które uatrakcyjniły Karpacz i całą reprezentacje WSG na AMP z Makim na czele. 5 Prezesie! Ogólnie ten sezon był najlepszy z poprzednich osiemnastu (?). Przejeździłem już ponad 20 dni poza Bydgoszczą, a czeka mnie jeszcze zamknięcie zimowych manewrów w Livigno 18 kwietnia, gdzie podobno odnotowano największe opady śniegu od 30 lat! W głowie do dziś znajduję same plusy: pierwsza prawdziwa jazda w puchu (100-150cm!! Nic piękniejszego w życiu nie robiłem), pierwsze 180, 180+safety grab i 360, no i dużo znajomych ze stwierdzonym uzależnieniem od nart/snowboardu. I co w sumie najważniejsze, brak konkretnych kontuzji. Oby w Livigno , w urodzinki siadła mi 540 i kolejny sezon był jeszcze lepszy, najlepiej rozpoczęty w np Mayerhofen z sekcją ski/snowboard WSG. Uwierzcie w zimę, zachorujcie na nią, niech śnieg przestanie wam się kojarzyć z błotem, brudem, a gdy Wam nos zmrozi uśmiechnijcie się! Na koniec kilka fotek:
"Nawet jeśli milczeć gdy trzeba krzyczeć, nawet kiedy krzyczę, gdy powinienem milczeć"
"Kłótnie zniszczyły wiele relacji na mej drodze, ale cóż wiem co myślę, nie na wszystko się zgodzę."
"Czasami duma nie pozwala spraw naprawić"
"Tak wiele ocen wystawionych zbyt pochopnie, wiele decyzji podjętych zbyt gwałtownie, wracały do mnie, dlatego dziś biję się z sobą, jedynie, a w życiu innych stoję obok."
"Kiedyś za wszystko w życiu sam odpowiem, nikt mniej i nikt więcej po prostu człowiek. Gdzie jest granica, co wolno i co warto, szukam, a każdy krok jest dla mnie w życiu niespodzianką."
Dużo jeszcze pracy nad sobą pozostało, mam na to całe życie. Eldo trafił w sedno.
Miało być o Karpaczu, o przyjemnych chwilach, energii, chęci tworzenia i zdobywania... Nic z tego. Właśnie zakończyłem burzliwą dyskusję na temat mojego życia (na tą chwilę) z jedynymi osobami, które mają potężny wpływ na moją egzystencje, które kompletnie kocham i szanuje w stu procentach. Do domu zawitałem ostatnio dwa razy i sytuacja się powtarza. Dziś dowiedziałem się, że dla mojego Taty nic innego się nie liczy niż moje zdanie prawa jazdy, że moja praca u Niego w firmie jest nic nie warta, że "nic w życiu nie robię" , że sport się nie będzie liczył w poszukiwaniu pracy i moje zainteresowania nic nie pomogą ("zatraciłeś się w tych nartach?"). Ogólnie widzieli by mnie na studiach zaocznych w pracy 6 dni w tygodniu, robiącego kursy zawodowe i językowe, polepszając swoją sytuacje finansową. Pochwałę za zdaną sesje dostałem pod koniec, jak byłem już zdenerwowany i przerywałem zdania. Moi bliscy (i Wy, możliwe) nigdy nie pogodzą się z moim charakterem i temperamentem. Tego się nie wybiera, a zmienić jest bardzo ciężko, u mnie jest to nie możliwe. Jedynie potrafię się opanować na co dzień w luźnych rozmowach. Gdy sprawy poważnieją nie potrafię się zatrzymać, jeżeli ktoś inny nakręca dyskusję. Teraz widzę, że zostałem sam. Rodzice jak wyżej, siostra widzi tylko przyszłego męża i jestem dla nich kotwicą... Brakuje mi Ciebie, żyje nadzieją, że w końcu Cię znajdę i razem zdobędziemy własny świat...
Dobranoc.
Edit A kogo to w sumie obchodzi? Dobrze, że mam chociaż bloga by odciążać swoją głowę... Może i kogoś obchodzi, ale pomóc będzie Ci ciężko. Problemy rodzinne pozostają w rodzinie, a blog nie jest przekaźnikiem w tym momencie.
No startując w roku 2009 nie miałem nic zaliczone, żadne koło, żadną wejściówkę, nic. Notatek też nie miałem, czyli standard. Wrzucałem turbo, wysokie obroty i pierwsza sesja drugiego roku Ekonomii okazała się prosta i mało stresująca. Cztery egzaminy pękły za pierwszym razem, zaliczenia nie były problemem i jakoś szybko się to zakończyło. Chcieć to móc! Polowanie zakończone, Skwarczysyn vs Wykładowcy i inne Magazyniery 13 - 0. Dziękuję za uwagę. PS Kolejny odcinek: Ferie w Karpaczu. - niebawem
Nie...po prostu dopiero co wróciłem z sesji, Karpacza i Zakopanego. Wszystko w cztery tygodnie :) Ale wszystko wyszło idealnie, no może oprócz tego, że dziś kuleje i mam czas by coś tu naskrobać.
No problemy przyszły i sobie poszły, wszystko toczy się po mojej myśli choć los stawia kłody pod nogi co chwilę.
Znalazłem chwilę, więc chciałbym Wam przedstawić kolejnego niszowego artystę związanego ze sceną hip hopową. Mam na myśli genialnego instrumentalistę - Wax Tailor'a. Chłopak wywodzi się z Francji, zainteresowałem się jego twórczością chyba przez Hip Hop Kemp 08. Dostałem dwie jego płytki i zakochałem się w tych dźwiękach. Jean-Christophe Le Saoût, bo tak nazywa się muzyk wkomponowuje w swoje utwory cytaty ze starych, klasycznych filmów, i prawdopodobnie nie tylko. Wspominam tu o pierwszym LP Francuza - Tales of the Forgotten Melodies. Gdy pierwszy raz przesłuchałem tego albumu spodobał mi się spokój i harmonia kompozycji. Nuta idealnie nadaje się do długich spacerów, lub po prostu do spokojnej relaksacji we własnym kącie, gdzie nic Cię nie niepokoi. Tu przykład genialnego wkomponowanie dźwięku skrzypiec, fletu, pętli dźwiękowej (muszę nauczyć się pojęć), niewielkiej ilości skeczu i dialogu filmowego:
Druga płyta zatytułowana"Hope And Sorrow" jest mniej nacechowana wkomponowanymi dialogami, cytatami. Jest wypełniona pomysłami samego artysty. Znajdują się tu dwa kawałki stricte rapowane, poniekąd na bardzo wysokim poziomie, a reszta zawiera w sobie wokal bliżej mi nie znanych wokalistek, jednak dziewczyny poradziły sobie znakomicie, bo przecież nie ksywka robi z nich wokalistek wielkiego formatu. Klimat drógiej płyty również jest spokojny, a jednak tępo odrobinę przyśpieszyło co czyni z Wax Tailora artystę progresywnego. Tylko czekać na jego kolejne produkcje. Oto przykład genialnego połączenia wokalu i stylu Francuza, o którym tu mowa:
Mam nadzieje, że poszerzę tym tekstem Wasze guta muzyczne. Dobranoc.
EDIT Znalazłem chyba najlepszy kawałek z teledyskiem :)
No i co życie przyśpieszyło, dokładniej mam 7 treningów w tygodniu. Siłownia x3, Rugby x3, Basen. Więc ciężko znaleźć czas na cokolwiek. Choć mi to pasuje, bo robię rzeczy które lubię. Co jeszcze? Mama jutro wpada po psy i jako negocjator/mediator. No zboczymy co z tego będzie. A teraz czas na Darta z jakimiś "pięknymi, ciekawymi, inteligentnymi"kobietami ze Szwederowa...Trip!
Nie siedź w domu! Rusz się z przed monitora, przecież nie uczysz się 24h na dobę! Pozdrawiam.
Własna siostra dziś po południu chce pogadać, poprawić kazania, ale dziś usłyszałem coś nowego. Niedługo czeka mnie nakaz eksmisji z mieszkania, które jest jej "na papierku". Ciekawe co na to rodzice, chyba zepsujemy im urlop...
Dziś miarka się przebrała, ten tekst chodził mi po głowie i właśnie teraz znajdzie się ujście całej frustracji, ostrzegam może być negatywnie...
Sprawa tak naprawdę zaczęła się od miejsca spotkań ludzi, których rodziców stać na zapłacenie za studia (szacunek dla tych co sami się finansują). Od kiedy zacząłem działać aktywnie (II semstr), wejście do Samorządu Studenckiego (SS), gra w rugby, kosza, dziś oficjalnie SS, rugby, narty, plany wyjazdów na narty (luty, marzec, kwiecień :)) ludzie zaczęli się krzywo patrzeć na taki zapał energii. Pojawienie się mojej dróżyny w gazetce uczelnianej zostało wyśmiane i wykpione. Przynależność do SS zobowiązuje mnie do bycia drogwskazem, ISAPSEM, mailem, informatorem i organizatorem wsztkiego co na 2 roku Ekonomii się dzieje wg 75% studentów. Takie odczucia innych rodzą się z czystej zawiści. Myślicie, że jak Wy byliście na wakacjach, nad morzem ja pracowałem po 10-12h na budowie w pełnym słońcu by dziś mieć nowe narty, wiązania, komplecik, kask i gogle. Tak obróciłęm pieniądzem, że stać mnie na 4 wyjazdy, 2 za granicę i ambitne plany wakacyjne. Gdy Ty rozbijasz się fur, z audio i alumfelgami ja jeżdze 6 letnim rowerem, gdy Ty chwalisz się, że bawiłęś się w Vanilli, Moraliście, ja rozpracowuje 0,5 Absolwenta na kwadracie u znajomej itd...Jest jedno ALE Zapytany o własne życie, co Ci sprawia przyjemność, Ty odpowidasz, że Johny Walker 0,7 w Euforii lub jazda samochodem z podobnymi do Ciebie, by tuba "napierdalała"... Ja moge opowiadać godzinami o magicznych chwilach, pierwszym pocałunku, pierwszej dziewczynie, pierwszej uprawianej miłości, o samotnych zachodach słońca widzianych z 3 mola w Ustce... więc może zajmijcie się własnym życiem i nie wchodźcie mi w drogę, bo ja się nie zawacham by wyjawić na forum prawdę o Tobie...
Wracając do początku, co mnie przekonało do napisania tego wszystkiego? Niedziela, godzina 21, -3 na dworze, wchodzę z moim psem (dostałem pod opiekę na tydzień) do autobusu. A tu kierowca wychodzi ze swojego stanowiska pracy i każe mi opuścić pojazd, bo Masza nie ma kagańca i od razu sięga po telefon i grozi Policją (stereotyp chłopaka w kapturze, brak biletu, chciałem kupić). No nic odkrzyknąłem by sam założył kaganiec i wyszedłem z psem na mróz (nie zmarzł mocno na szczęście)...
Dziś za to w pośpiechu nie spojrzałem na bankomat i włożyłęm kartę, tylko ta nie została wciągnięta przez maszynę, tylko wpadła w jej obódowę, Pan naprawiający punkt podejmowania gotówki stwierdził, wyżej ujęty fakt i odszedł. A nieuprzejmy pracownik banku stwierdził, że to moja wina, że procedura odzyskiwania karty trwa 7 dni (błąd, i za to idę złożyć skargę). Ale co nie przejołem się, ludzie na uczelnie mnie nie obchodzą(zawistni Ci), bo to moje życie. Pies nadal pozostał energiczną, rozszczekaną, kochaną, kulą Armagedonu. A bank? Dziś załorzyłem nowe konto, tańsze, szybsze i przystępniejsze.
Pamiętaj to Twoje życie! Nie Twojego partnera, rodziców, znajomych. Choć jeżeli połączysz je z innymi, zaufanymi to mogę Ci życzyć jak najlepiej. W grupie raźniej!
PS Pozostaje nadal nierozwiązany konflikt, w miejscu, gdzie mieszkam...na to też przyjdzie czas.
Jest 12, ciężko określić czy to już jutro czy to jeszcze dziś. Właśnie zakończyłem dzień i moje serce nie pompuje już krwi jasnej, wypełnionej energią i adrenaliną. Teraz spokojnie krąży sobie krew ciemna, wypełniona zadowoleniem i szczęściem. Czuje, że zaraz trzeba będzie podładować baterie i wyłączyć się na 5-8 godzin i znów ruszyć z kopyta za własnym życiem. Nie rozumiem teorii, żeby na krańcu życia nie zmierzać w ciemnym tunelu w stronę światła, moje życie to tunel jasny rozświetlony pięknymi, wyjątkowymi chwilami, a jeżeli dalsza jego część będzie tak wyglądać to koniec będzie hołdem dla przeszłości.
Teraz Ty zastanów się jak wygląda Twój tunel? Nie życzę Ci mdłego obrazu zakończonego mrokiem, o nie...
Dziś rozpoczynam pogoń za 13 mądrymi głowami, sprytne to bestie. Znaki charakterystyczne: - od 1 do 5 tytułów przed nazwiskiem, - większość doświadczona, mędrcy i starcy w społeczeństwie, - ubiór: pełna różnorodność, od złotych butów, przez marynarki z lat 50, po meloniki na głowie, - częste opryskliwe zachowanie względem łowców, - nie które z obiektów wyćwiczyły doskonałą technikę unicestwiania łowców, ofiary liczone są w tysiącach, Nigdy im nie ufaj Poluj na ofiarę z zaskoczenia, wcześniej kryjąc się w gąszczach miejskiej dżungli Lub bierz podstępem, na fałszywe zaufanie, rozmawiaj, wyrażaj szacunek itp (z każdą mądrą głową jest inaczej).
Życzę Wam i sobie powodzenia w pierwszej rundzie. W drugiej to TY stajesz się obiektem łowów, a w trzeciej możesz popełnić seppuku...
Podczas sesji doba powinna trwać z 60 godzin, a aura i tryb dnia/nocy życzył bym sobie z dowolnego bieguna, a i oczywiście tyle śniegu i stałe -12°C. To by było na tyle, biegnę za swoim życiem dalej...
Dziś w nocy nie planowałem żadnej notki, jednak bezsenność nie daje mi spać. Ostatnimi czasy mam problemy z zasypianiem o wcześniejszej godzinie niż 1-3 w nocy. Do tego dochodzą drżące dłonie, słaba pamięć krótkotrwała i długotrwała. W kwestii sprawności fizycznej też jest na co ponarzekać, ale nie jest to takie dziwne dla mnie jak wyżej wymienione dolegliwości. Postanowiłem coś z tym zrobić i wybiorę się na badania krwi, testy na alergie i zapytam jakiegoś specjalistę (jeżeli go uznam za takiego) o wszystkie dolegliwości. Lepiej wszystko wiedzieć teraz niż potem, uzyskać wyraz wielkiego zdziwienia malujący się na własnej twarzy (w tym miejscu chciałem pozdrowić jedną koleżankę z uczelni). W sumie zdrówko jest ważne na tą chwilę, ponieważ wracam w końcu do treningów rugby i wzmacniania (oba czytaj jako "katowania") własnego ciała w Centrum/Sport Factory. Tym tekstem chyba sam siebie chcę przekonać pozałatwiania ważnych spraw w życiu, które coraz bardziej się rozpędza. Co mnie niezmiernie cieszy i nastraja pozytywnie. Dziś na przykład podjąłem pierwsze kroki by spędzić wakacje inaczej niż kilka poprzednich i w innym miejscu na mapie. Choć nie neguje pracy na budowie, ze skazanymi (tak, to też normalni ludzie), doświadczenia i pomocy niesinej własnemu ojcu to jednak ciągnie mnie za granicę by zobaczyć jak najwięcej nim dopadnie Nas wszystkich odpowiedzialność i obowiązki trzymające w jednym miejscu. Co nie znaczy, że uważam życie ustatkowane za kompletnie złe. Po prostu boję się go i czuje już jego oddech na karku. Niedawno powiedzieliśmy sobie z bardzo dobrą koleżanką, że czas ruszyć z kopyta i realizować realne marzenia. Kurcze, wytrwałem w postanowieniu i robię to! Ostatnio kolega określił mnie jako człowieka dążącego do upamiętniania w pamięci chwil pięknych, niezwykłych i fakt to się teraz liczy. Wracając do wątku zdrowotnego to chyba nadmiar emocji i działań nie daje mojemu organizmowi zwolnić i po prostu zasnąć co widać w ładzie tego tekstu. Zaczęło się negatywnie, skończyło się pozytywnie, a jak się dalej potoczy, pokaże najbliższa przyszłość. Grunt to pozytywizm i brak monotonii.
I już chyba tradycyjnie trochę sztuki w trosce o Wasz rozwój intelektualny:
Pomysłów do tego co tu zamieścić mam sporo, więc trzeba brać się do roboty. Będzie to pierwszy tekst promujący muzykę której słucham, choć nigdy nie znajdziecie tu hardcorowych albumów w stylu MOP czy Heltah Skeltah. Chciał bym swoimi propozycjami ukazać inną stronę kultury hip hop. Powalczyć trochę ze stereotypami muzyki wulgarnej, szarej i ulicznej, jak również ociekającej (czytaj fałszem w większości przypadków) złotem, dolarami, samochodami i łatwymi kobietami (dyplomatycznie eufemistycznie pisząc).
Dziś chciałem Wam przedstawić unikalny album producenta muzycznego, którego większość słuchaczy kojarzy po dźwięku który tworzy niż po pseudonimie artystycznym ewentualnie ksywce. Pisze tu o 88-Keys i jego płytce Death Of Adam. Jest to pierwsze dzieło podczas, którego poznawania wybuchałem śmiechem i to w miejscach publicznych (jakoś dziwnie się ludzie patrzeli w autobusie). Dlaczego?Każdy kawałek tworzy tu historie Adama i jego końcowej "śmierci". Zaznaczam, że podchodząc do tego wydawnictwa powinniście przesłuchać je od deski do deski, a potem stwierdzić czy pozostanie ona na Waszych odtwarzaczach, dyskach twardych czy innych nośnikach. Teraz naskrobie coś o zawartości. Bity tu zawarte trzymają bardzo wysoki poziom i nie są schematyczne. Co do utworów to czysto rapowych znajdzie się tu może ze trzy. Album ma w sobie coś z rapu, funku, soulu, r&b... Na zakończenie powiem, że ta produkcja poprawia mi humor w tej bez śnieżnej scenerii i daje ogrom pozytywnej energii.
Wczoraj, została doceniona praca i wkład w rozwój Samorządu Studenckiego. Otóż zorganizowaliśmy (a dokładniej Piotr) "Spotkanie integracyjne" w domu Ekologa na Myślęcinku. Wszystko zaczęło się od porannych warsztatów z komunikacji interpersonalnej. Ja lekko skacowany, zaspany podszedłem do tego sceptycznie ze względów zdrowotnych. Co się okazało Pani Asia która to poprowadziła okazała się kobietą przed trzydziestą z ogromną wiedzą, charyzmą i pasją. Dzięki tym cechom ponad 4 godziny utrzymywałem się przy życiu by dowiedzieć się co mnie charakteryzuje, jakim jestem typem człowieka w pracy/działaniu (jedyny "Wódz" w grupie !!)itp. Te warsztaty nie ukazały mi dużo nowych faktów o sobie, ale pokazały jak poprosić innych o pomoc, jak zrobić dobre wrażenie, jak pozyskać zwolenników swoich pomysłów itp...no tak, ale wiedza, a praktyka to zupełnie co innego o czym zaraz. Dalsza część programu nie przedstawiała się tak ciekawie. Po obiedzie odwiedziła nas nasza opiekun..."Jest dobrze, ale róbcie więcej, lepiej, szybciej i jeszcze raz więcej" - tak w jednym zdaniu można opisać te dwie godziny. Potem przy dużej dozie zniecierpliwienia wpadł szanowny Pan Kanclerz (największa szycha, szef wszystkich szefów WSG) - pozytywny człowiek, z masą historii (np sprzedaż "malin":) w latach 70), idei i mocy do działania. Choć na dłuższą metę chłopak nas zanudził, ale grzaniec którego nam sprezentował podtrzymał umysły przy życiu. Główną atrakcją tego wyjazdu miała być popijawa z wesołym porankiem...no niestety dla mnie wieczór skończył się po pierwszej w nocy wielką awanturą z siostra i przyszłym szwagrem. Nie chodzi o co poszło, najgorsze jest to że musieli to znieść nasi znajomi z SS, że przez tą chwile pokazał się człowiek, którego próbuje się pozbyć z własnego umysłu. Przepełniony złością, agresją, chamstwem i gniewem. Boli też to, że cały wieczór ktoś bardzo bliski wbijał mi igły w czułe punkty, a na końcu próbował to wszystko rozerwać na strzępy kilkoma zdaniami. Choć teraz jestem dumny że w porę się ogarnąłem i odszedłem z dumą na twarzy, a nie pozostałem niszcząc wszystko i czerpiąc satysfakcję z nic nie znaczącego zwycięstwa. Wróciłem do własnego kąta, na nogach ponownie zauważając piękno w tym "brzydkim" mieście wsłuchując się w tą melancholijną nutę...
Dziś, jakąś godzinę temu, wracając z klubu, złapałem się na tym, że miasto, w którym studiuje drugi rok, pierwszy raz mi się spodobało. Otóż ma przekór uciekającemu nocnemu autobusowi zapuściłem na uszy genialny album, jak na takie wędrówki "88-Keys - Death Of Adam" i postanowiłem dotrzeć do swojego kąta z buta (dokładniej "z trampka"). Miasto nad Brdą znam już kilka dobrych lat i patrząc z perspektywy upływającego czasu nic się w nim nie zmieniło. Cechy charakterystyczne pozostały, czyli stare, brudne kamienice w dzielnicach o nieprzyjemnej woni, ciemne bramy i ich stali bywalcy spod ciemnej gwiazdy, dziurawe ulice i masa ludzi przybitych, oceniających Nas pod względem ubioru, fryzury, samochodu... Ale dziś wracając ul. Długą zauważyłem piękno ciszy tego miasta, czasami przerywanej przez wracających klubowiczów, lub ludzi dążących do własnych celów, realizowanych późną nocą. W tej otaczającej mnie ciszy nie było słychać zmartwień, problemów, zawiści, fałszu, zazdrości, która mnie otacza codziennie. Docierały do mnie dźwięki nut z odtwarzacza i dźwięki własnych kroków odbitych od kostki brukowej, naznaczonego koleinami asfaltu i popękanych płyt chodnikowych. Wracając w głowie ukazywały się tylko rzeczy pozytywne i mogłem w spokoju pomyśleć, w którą stronę skierować kroki na ścieżce życia by zrealizować wyznaczone cele i pomóc małym marzeniom w ich realizacji.
Witam, no to chyba wypadało by napisać kilka słów o sobie, o tym raczkującym blogu. No więc jestem Mariusz, studencik z kilkoma pasjami, miłością do muzyki i dużą dawką energii do życia i działania! Może Was zastanawiać skąd taka nazwa bloga. Otóż nazwa pochodzi od mojej ksywki Skwrek / Skwarczysyn / Skwarson / Skwar, no rożnie na mnie wołają. Co do zawartości bloga...hmm będzie się tu pojawiało wszystko co mi wpadnie w głowę. Jakieś przemyślenia, fotki, nuta, która trafia w moje gusta itp itd Chyba starczy na początek. Pozdrawiam Was wszystkich (może znajdzie się jakiś czytelnik). Miłego dnia życzę.