piątek, 30 stycznia 2009

Tunel...

Jest 12, ciężko określić czy to już jutro czy to jeszcze dziś. Właśnie zakończyłem dzień i moje serce nie pompuje już krwi jasnej, wypełnionej energią i adrenaliną. Teraz spokojnie krąży sobie krew ciemna, wypełniona zadowoleniem i szczęściem. Czuje, że zaraz trzeba będzie podładować baterie i wyłączyć się na 5-8 godzin i znów ruszyć z kopyta za własnym życiem.
Nie rozumiem teorii, żeby na krańcu życia nie zmierzać w ciemnym tunelu w stronę światła, moje życie to tunel jasny rozświetlony pięknymi, wyjątkowymi chwilami, a jeżeli dalsza jego część będzie tak wyglądać to koniec będzie hołdem dla przeszłości.

Teraz Ty zastanów się jak wygląda Twój tunel? Nie życzę Ci mdłego obrazu zakończonego mrokiem, o nie...

czwartek, 29 stycznia 2009

Czas na łowy...

Dziś rozpoczynam pogoń za 13 mądrymi głowami, sprytne to bestie. Znaki charakterystyczne:
- od 1 do 5 tytułów przed nazwiskiem,
- większość doświadczona, mędrcy i starcy w społeczeństwie,
- ubiór: pełna różnorodność, od złotych butów, przez marynarki z lat 50, po meloniki na głowie,
- częste opryskliwe zachowanie względem łowców,
- nie które z obiektów wyćwiczyły doskonałą technikę unicestwiania łowców, ofiary liczone są w tysiącach,
Nigdy im nie ufaj
Poluj na ofiarę z zaskoczenia, wcześniej kryjąc się w gąszczach miejskiej dżungli
Lub bierz podstępem, na fałszywe zaufanie, rozmawiaj, wyrażaj szacunek itp (z każdą mądrą głową jest inaczej).

Życzę Wam i sobie powodzenia w pierwszej rundzie. W drugiej to TY stajesz się obiektem łowów, a w trzeciej możesz popełnić seppuku...

Moja technika i kamuflaż:



środa, 28 stycznia 2009

Czas...

Podczas sesji doba powinna trwać z 60 godzin, a aura i tryb dnia/nocy życzył bym sobie z dowolnego bieguna, a i oczywiście tyle śniegu i stałe -12°C. To by było na tyle, biegnę za swoim życiem dalej...


Dobranoc, choć ja dziś za długo nie pośpię.

wtorek, 27 stycznia 2009

Insomnia...

Dziś w nocy nie planowałem żadnej notki, jednak bezsenność nie daje mi spać.
Ostatnimi czasy mam problemy z zasypianiem o wcześniejszej godzinie niż 1-3 w nocy. Do tego dochodzą drżące dłonie, słaba pamięć krótkotrwała i długotrwała. W kwestii sprawności fizycznej też jest na co ponarzekać, ale nie jest to takie dziwne dla mnie jak wyżej wymienione dolegliwości.
Postanowiłem coś z tym zrobić i wybiorę się na badania krwi, testy na alergie i zapytam jakiegoś specjalistę (jeżeli go uznam za takiego) o wszystkie dolegliwości. Lepiej wszystko wiedzieć teraz niż potem, uzyskać wyraz wielkiego zdziwienia malujący się na własnej twarzy (w tym miejscu chciałem pozdrowić jedną koleżankę z uczelni). W sumie zdrówko jest ważne na tą chwilę, ponieważ wracam w końcu do treningów rugby i wzmacniania (oba czytaj jako "katowania") własnego ciała w Centrum/Sport Factory.
Tym tekstem chyba sam siebie chcę przekonać pozałatwiania ważnych spraw w życiu, które coraz bardziej się rozpędza. Co mnie niezmiernie cieszy i nastraja pozytywnie. Dziś na przykład podjąłem pierwsze kroki by spędzić wakacje inaczej niż kilka poprzednich i w innym miejscu na mapie. Choć nie neguje pracy na budowie, ze skazanymi (tak, to też normalni ludzie), doświadczenia i pomocy niesinej własnemu ojcu to jednak ciągnie mnie za granicę by zobaczyć jak najwięcej nim dopadnie Nas wszystkich odpowiedzialność i obowiązki trzymające w jednym miejscu. Co nie znaczy, że uważam życie ustatkowane za kompletnie złe. Po prostu boję się go i czuje już jego oddech na karku. Niedawno powiedzieliśmy sobie z bardzo dobrą koleżanką, że czas ruszyć z kopyta i realizować realne marzenia. Kurcze, wytrwałem w postanowieniu i robię to! Ostatnio kolega określił mnie jako człowieka dążącego do upamiętniania w pamięci chwil pięknych, niezwykłych i fakt to się teraz liczy.
Wracając do wątku zdrowotnego to chyba nadmiar emocji i działań nie daje mojemu organizmowi zwolnić i po prostu zasnąć co widać w ładzie tego tekstu.
Zaczęło się negatywnie, skończyło się pozytywnie, a jak się dalej potoczy, pokaże najbliższa przyszłość. Grunt to pozytywizm i brak monotonii.

I już chyba tradycyjnie trochę sztuki w trosce o Wasz rozwój intelektualny:

niedziela, 25 stycznia 2009

Muzyczna edukacja vol. 1

Pomysłów do tego co tu zamieścić mam sporo, więc trzeba brać się do roboty. Będzie to pierwszy tekst promujący muzykę której słucham, choć nigdy nie znajdziecie tu hardcorowych albumów w stylu MOP czy Heltah Skeltah.
Chciał bym swoimi propozycjami ukazać inną stronę kultury hip hop. Powalczyć trochę ze stereotypami muzyki wulgarnej, szarej i ulicznej, jak również ociekającej (czytaj fałszem w większości przypadków) złotem, dolarami, samochodami i łatwymi kobietami (dyplomatycznie eufemistycznie pisząc).

Dziś chciałem Wam przedstawić unikalny album producenta muzycznego, którego większość słuchaczy kojarzy po dźwięku który tworzy niż po pseudonimie artystycznym ewentualnie ksywce.
Pisze tu o 88-Keys i jego płytce Death Of Adam. Jest to pierwsze dzieło podczas, którego poznawania wybuchałem śmiechem i to w miejscach publicznych (jakoś dziwnie się ludzie patrzeli w autobusie). Dlaczego? Każdy kawałek tworzy tu historie Adama i jego końcowej "śmierci". Zaznaczam, że podchodząc do tego wydawnictwa powinniście przesłuchać je od deski do deski, a potem stwierdzić czy pozostanie ona na Waszych odtwarzaczach, dyskach twardych czy innych nośnikach.
Teraz naskrobie coś o zawartości. Bity tu zawarte trzymają bardzo wysoki poziom i nie są schematyczne. Co do utworów to czysto rapowych znajdzie się tu może ze trzy. Album ma w sobie coś z rapu, funku, soulu, r&b...
Na zakończenie powiem, że ta produkcja poprawia mi humor w tej bez śnieżnej scenerii i daje ogrom pozytywnej energii.

Zamieszczam jeszcze małą próbkę:
88-Keys (feat. Shitake Monkey) - The Friends Zone


Pozdrawiam.


Bydgoszcz nocą...ponownie

Wczoraj, została doceniona praca i wkład w rozwój Samorządu Studenckiego. Otóż zorganizowaliśmy (a dokładniej Piotr) "Spotkanie integracyjne" w domu Ekologa na Myślęcinku.
Wszystko zaczęło się od porannych warsztatów z komunikacji interpersonalnej. Ja lekko skacowany, zaspany podszedłem do tego sceptycznie ze względów zdrowotnych. Co się okazało Pani Asia która to poprowadziła okazała się kobietą przed trzydziestą z ogromną wiedzą, charyzmą i pasją. Dzięki tym cechom ponad 4 godziny utrzymywałem się przy życiu by dowiedzieć się co mnie charakteryzuje, jakim jestem typem człowieka w pracy/działaniu (jedyny "Wódz" w grupie !!)itp. Te warsztaty nie ukazały mi dużo nowych faktów o sobie, ale pokazały jak poprosić innych o pomoc, jak zrobić dobre wrażenie, jak pozyskać zwolenników swoich pomysłów itp...no tak, ale wiedza, a praktyka to zupełnie co innego o czym zaraz.
Dalsza część programu nie przedstawiała się tak ciekawie. Po obiedzie odwiedziła nas nasza opiekun..."Jest dobrze, ale róbcie więcej, lepiej, szybciej i jeszcze raz więcej" - tak w jednym zdaniu można opisać te dwie godziny. Potem przy dużej dozie zniecierpliwienia wpadł szanowny Pan Kanclerz (największa szycha, szef wszystkich szefów WSG) - pozytywny człowiek, z masą historii (np sprzedaż "malin":) w latach 70), idei i mocy do działania. Choć na dłuższą metę chłopak nas zanudził, ale grzaniec którego nam sprezentował podtrzymał umysły przy życiu.
Główną atrakcją tego wyjazdu miała być popijawa z wesołym porankiem...no niestety dla mnie wieczór skończył się po pierwszej w nocy wielką awanturą z siostra i przyszłym szwagrem.
Nie chodzi o co poszło, najgorsze jest to że musieli to znieść nasi znajomi z SS, że przez tą chwile pokazał się człowiek, którego próbuje się pozbyć z własnego umysłu. Przepełniony złością, agresją, chamstwem i gniewem. Boli też to, że cały wieczór ktoś bardzo bliski wbijał mi igły w czułe punkty, a na końcu próbował to wszystko rozerwać na strzępy kilkoma zdaniami. Choć teraz jestem dumny że w porę się ogarnąłem i odszedłem z dumą na twarzy, a nie pozostałem niszcząc wszystko i czerpiąc satysfakcję z nic nie znaczącego zwycięstwa.
Wróciłem do własnego kąta, na nogach ponownie zauważając piękno w tym "brzydkim" mieście wsłuchując się w tą melancholijną nutę...


Dobranoc.

sobota, 24 stycznia 2009

Bydgoszcz nocą...

Dziś, jakąś godzinę temu, wracając z klubu, złapałem się na tym, że miasto, w którym studiuje drugi rok, pierwszy raz mi się spodobało. Otóż ma przekór uciekającemu nocnemu autobusowi zapuściłem na uszy genialny album, jak na takie wędrówki "88-Keys - Death Of Adam" i postanowiłem dotrzeć do swojego kąta z buta (dokładniej "z trampka").
Miasto nad Brdą znam już kilka dobrych lat i patrząc z perspektywy upływającego czasu nic się w nim nie zmieniło. Cechy charakterystyczne pozostały, czyli stare, brudne kamienice w dzielnicach o nieprzyjemnej woni, ciemne bramy i ich stali bywalcy spod ciemnej gwiazdy, dziurawe ulice i masa ludzi przybitych, oceniających Nas pod względem ubioru, fryzury, samochodu...
Ale dziś wracając ul. Długą zauważyłem piękno ciszy tego miasta, czasami przerywanej przez wracających klubowiczów, lub ludzi dążących do własnych celów, realizowanych późną nocą.
W tej otaczającej mnie ciszy nie było słychać zmartwień, problemów, zawiści, fałszu, zazdrości, która mnie otacza codziennie. Docierały do mnie dźwięki nut z odtwarzacza i dźwięki własnych kroków odbitych od kostki brukowej, naznaczonego koleinami asfaltu i popękanych płyt chodnikowych.
Wracając w głowie ukazywały się tylko rzeczy pozytywne i mogłem w spokoju pomyśleć, w którą stronę skierować kroki na ścieżce życia by zrealizować wyznaczone cele i pomóc małym marzeniom w ich realizacji.

Dobranoc.

piątek, 23 stycznia 2009

Dzień dobry...

Witam, no to chyba wypadało by napisać kilka słów o sobie, o tym raczkującym blogu. No więc jestem Mariusz, studencik z kilkoma pasjami, miłością do muzyki i dużą dawką energii do życia i działania!
Może Was zastanawiać skąd taka nazwa bloga. Otóż nazwa pochodzi od mojej ksywki Skwrek / Skwarczysyn / Skwarson / Skwar, no rożnie na mnie wołają.
Co do zawartości bloga...hmm będzie się tu pojawiało wszystko co mi wpadnie w głowę. Jakieś przemyślenia, fotki, nuta, która trafia w moje gusta itp itd
Chyba starczy na początek. Pozdrawiam Was wszystkich (może znajdzie się jakiś czytelnik).
Miłego dnia życzę.