No problemy przyszły i sobie poszły, wszystko toczy się po mojej myśli choć los stawia kłody pod nogi co chwilę.
Znalazłem chwilę, więc chciałbym Wam przedstawić kolejnego niszowego artystę związanego ze sceną hip hopową. Mam na myśli genialnego instrumentalistę - Wax Tailor'a.
Chłopak wywodzi się z Francji, zainteresowałem się jego twórczością chyba przez Hip Hop Kemp 08. Dostałem dwie jego płytki i zakochałem się w tych dźwiękach.
Jean-Christophe Le Saoût, bo tak nazywa się muzyk wkomponowuje w swoje utwory cytaty ze starych, klasycznych filmów, i prawdopodobnie nie tylko. Wspominam tu o pierwszym LP Francuza - Tales of the Forgotten Melodies. Gdy pierwszy raz przesłuchałem tego albumu spodobał mi się spokój i harmonia kompozycji. Nuta idealnie nadaje się do długich spacerów, lub po prostu do spokojnej relaksacji we własnym kącie, gdzie nic Cię nie niepokoi.
Tu przykład genialnego wkomponowanie dźwięku skrzypiec, fletu, pętli dźwiękowej (muszę nauczyć się pojęć), niewielkiej ilości skeczu i dialogu filmowego:
Druga płyta zatytułowana"Hope And Sorrow" jest mniej nacechowana wkomponowanymi dialogami, cytatami. Jest wypełniona pomysłami samego artysty. Znajdują się tu dwa kawałki stricte rapowane, poniekąd na bardzo wysokim poziomie, a reszta zawiera w sobie wokal bliżej mi nie znanych wokalistek, jednak dziewczyny poradziły sobie znakomicie, bo przecież nie ksywka robi z nich wokalistek wielkiego formatu.
Klimat drógiej płyty również jest spokojny, a jednak tępo odrobinę przyśpieszyło co czyni z Wax Tailora artystę progresywnego. Tylko czekać na jego kolejne produkcje.
Oto przykład genialnego połączenia wokalu i stylu Francuza, o którym tu mowa:
Mam nadzieje, że poszerzę tym tekstem Wasze guta muzyczne.
Dobranoc.
EDIT
Znalazłem chyba najlepszy kawałek z teledyskiem :)
czwartek, 12 lutego 2009
sobota, 7 lutego 2009
Teraźniejszość
No i co życie przyśpieszyło, dokładniej mam 7 treningów w tygodniu. Siłownia x3, Rugby x3, Basen.
Więc ciężko znaleźć czas na cokolwiek. Choć mi to pasuje, bo robię rzeczy które lubię.
Co jeszcze? Mama jutro wpada po psy i jako negocjator/mediator. No zboczymy co z tego będzie.
A teraz czas na Darta zjakimiś "pięknymi, ciekawymi, inteligentnymi"kobietami ze Szwederowa...Trip!
Nie siedź w domu! Rusz się z przed monitora, przecież nie uczysz się 24h na dobę!
Pozdrawiam.
Więc ciężko znaleźć czas na cokolwiek. Choć mi to pasuje, bo robię rzeczy które lubię.
Co jeszcze? Mama jutro wpada po psy i jako negocjator/mediator. No zboczymy co z tego będzie.
A teraz czas na Darta z
Nie siedź w domu! Rusz się z przed monitora, przecież nie uczysz się 24h na dobę!
Pozdrawiam.
czwartek, 5 lutego 2009
Strefa Gazy...
Własna siostra dziś po południu chce pogadać, poprawić kazania, ale dziś usłyszałem coś nowego. Niedługo czeka mnie nakaz eksmisji z mieszkania, które jest jej "na papierku". Ciekawe co na to rodzice, chyba zepsujemy im urlop...
wtorek, 3 lutego 2009
Bydgoszcz, miasto zacofania, zazdrości i nienawiści
Dziś miarka się przebrała, ten tekst chodził mi po głowie i właśnie teraz znajdzie się ujście całej frustracji, ostrzegam może być negatywnie...
Sprawa tak naprawdę zaczęła się od miejsca spotkań ludzi, których rodziców stać na zapłacenie za studia (szacunek dla tych co sami się finansują). Od kiedy zacząłem działać aktywnie (II semstr), wejście do Samorządu Studenckiego (SS), gra w rugby, kosza, dziś oficjalnie SS, rugby, narty, plany wyjazdów na narty (luty, marzec, kwiecień :)) ludzie zaczęli się krzywo patrzeć na taki zapał energii. Pojawienie się mojej dróżyny w gazetce uczelnianej zostało wyśmiane i wykpione. Przynależność do SS zobowiązuje mnie do bycia drogwskazem, ISAPSEM, mailem, informatorem i organizatorem wsztkiego co na 2 roku Ekonomii się dzieje wg 75% studentów.
Takie odczucia innych rodzą się z czystej zawiści. Myślicie, że jak Wy byliście na wakacjach, nad morzem ja pracowałem po 10-12h na budowie w pełnym słońcu by dziś mieć nowe narty, wiązania, komplecik, kask i gogle. Tak obróciłęm pieniądzem, że stać mnie na 4 wyjazdy, 2 za granicę i ambitne plany wakacyjne.
Gdy Ty rozbijasz się fur, z audio i alumfelgami ja jeżdze 6 letnim rowerem, gdy Ty chwalisz się, że bawiłęś się w Vanilli, Moraliście, ja rozpracowuje 0,5 Absolwenta na kwadracie u znajomej itd...Jest jedno ALE
Zapytany o własne życie, co Ci sprawia przyjemność, Ty odpowidasz, że Johny Walker 0,7 w Euforii lub jazda samochodem z podobnymi do Ciebie, by tuba "napierdalała"...
Ja moge opowiadać godzinami o magicznych chwilach, pierwszym pocałunku, pierwszej dziewczynie, pierwszej uprawianej miłości, o samotnych zachodach słońca widzianych z 3 mola w Ustce...
więc może zajmijcie się własnym życiem i nie wchodźcie mi w drogę, bo ja się nie zawacham by wyjawić na forum prawdę o Tobie...
Wracając do początku, co mnie przekonało do napisania tego wszystkiego?
Niedziela, godzina 21, -3 na dworze, wchodzę z moim psem (dostałem pod opiekę na tydzień) do autobusu. A tu kierowca wychodzi ze swojego stanowiska pracy i każe mi opuścić pojazd, bo Masza nie ma kagańca i od razu sięga po telefon i grozi Policją (stereotyp chłopaka w kapturze, brak biletu, chciałem kupić). No nic odkrzyknąłem by sam założył kaganiec i wyszedłem z psem na mróz (nie zmarzł mocno na szczęście)...

Dziś za to w pośpiechu nie spojrzałem na bankomat i włożyłęm kartę, tylko ta nie została wciągnięta przez maszynę, tylko wpadła w jej obódowę, Pan naprawiający punkt podejmowania gotówki stwierdził, wyżej ujęty fakt i odszedł. A nieuprzejmy pracownik banku stwierdził, że to moja wina, że procedura odzyskiwania karty trwa 7 dni (błąd, i za to idę złożyć skargę).
Ale co nie przejołem się, ludzie na uczelnie mnie nie obchodzą(zawistni Ci), bo to moje życie. Pies nadal pozostał energiczną, rozszczekaną, kochaną, kulą Armagedonu. A bank? Dziś załorzyłem nowe konto, tańsze, szybsze i przystępniejsze.
Pamiętaj to Twoje życie! Nie Twojego partnera, rodziców, znajomych. Choć jeżeli połączysz je z innymi, zaufanymi to mogę Ci życzyć jak najlepiej. W grupie raźniej!
PS Pozostaje nadal nierozwiązany konflikt, w miejscu, gdzie mieszkam...na to też przyjdzie czas.
Sprawa tak naprawdę zaczęła się od miejsca spotkań ludzi, których rodziców stać na zapłacenie za studia (szacunek dla tych co sami się finansują). Od kiedy zacząłem działać aktywnie (II semstr), wejście do Samorządu Studenckiego (SS), gra w rugby, kosza, dziś oficjalnie SS, rugby, narty, plany wyjazdów na narty (luty, marzec, kwiecień :)) ludzie zaczęli się krzywo patrzeć na taki zapał energii. Pojawienie się mojej dróżyny w gazetce uczelnianej zostało wyśmiane i wykpione. Przynależność do SS zobowiązuje mnie do bycia drogwskazem, ISAPSEM, mailem, informatorem i organizatorem wsztkiego co na 2 roku Ekonomii się dzieje wg 75% studentów.
Takie odczucia innych rodzą się z czystej zawiści. Myślicie, że jak Wy byliście na wakacjach, nad morzem ja pracowałem po 10-12h na budowie w pełnym słońcu by dziś mieć nowe narty, wiązania, komplecik, kask i gogle. Tak obróciłęm pieniądzem, że stać mnie na 4 wyjazdy, 2 za granicę i ambitne plany wakacyjne.
Gdy Ty rozbijasz się fur, z audio i alumfelgami ja jeżdze 6 letnim rowerem, gdy Ty chwalisz się, że bawiłęś się w Vanilli, Moraliście, ja rozpracowuje 0,5 Absolwenta na kwadracie u znajomej itd...Jest jedno ALE
Zapytany o własne życie, co Ci sprawia przyjemność, Ty odpowidasz, że Johny Walker 0,7 w Euforii lub jazda samochodem z podobnymi do Ciebie, by tuba "napierdalała"...
Ja moge opowiadać godzinami o magicznych chwilach, pierwszym pocałunku, pierwszej dziewczynie, pierwszej uprawianej miłości, o samotnych zachodach słońca widzianych z 3 mola w Ustce...
więc może zajmijcie się własnym życiem i nie wchodźcie mi w drogę, bo ja się nie zawacham by wyjawić na forum prawdę o Tobie...
Wracając do początku, co mnie przekonało do napisania tego wszystkiego?
Niedziela, godzina 21, -3 na dworze, wchodzę z moim psem (dostałem pod opiekę na tydzień) do autobusu. A tu kierowca wychodzi ze swojego stanowiska pracy i każe mi opuścić pojazd, bo Masza nie ma kagańca i od razu sięga po telefon i grozi Policją (stereotyp chłopaka w kapturze, brak biletu, chciałem kupić). No nic odkrzyknąłem by sam założył kaganiec i wyszedłem z psem na mróz (nie zmarzł mocno na szczęście)...
Dziś za to w pośpiechu nie spojrzałem na bankomat i włożyłęm kartę, tylko ta nie została wciągnięta przez maszynę, tylko wpadła w jej obódowę, Pan naprawiający punkt podejmowania gotówki stwierdził, wyżej ujęty fakt i odszedł. A nieuprzejmy pracownik banku stwierdził, że to moja wina, że procedura odzyskiwania karty trwa 7 dni (błąd, i za to idę złożyć skargę).
Ale co nie przejołem się, ludzie na uczelnie mnie nie obchodzą(zawistni Ci), bo to moje życie. Pies nadal pozostał energiczną, rozszczekaną, kochaną, kulą Armagedonu. A bank? Dziś załorzyłem nowe konto, tańsze, szybsze i przystępniejsze.
Pamiętaj to Twoje życie! Nie Twojego partnera, rodziców, znajomych. Choć jeżeli połączysz je z innymi, zaufanymi to mogę Ci życzyć jak najlepiej. W grupie raźniej!
PS Pozostaje nadal nierozwiązany konflikt, w miejscu, gdzie mieszkam...na to też przyjdzie czas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)