wtorek, 3 lutego 2009

Bydgoszcz, miasto zacofania, zazdrości i nienawiści

Dziś miarka się przebrała, ten tekst chodził mi po głowie i właśnie teraz znajdzie się ujście całej frustracji, ostrzegam może być negatywnie...

Sprawa tak naprawdę zaczęła się od miejsca spotkań ludzi, których rodziców stać na zapłacenie za studia (szacunek dla tych co sami się finansują). Od kiedy zacząłem działać aktywnie (II semstr), wejście do Samorządu Studenckiego (SS), gra w rugby, kosza, dziś oficjalnie SS, rugby, narty, plany wyjazdów na narty (luty, marzec, kwiecień :)) ludzie zaczęli się krzywo patrzeć na taki zapał energii. Pojawienie się mojej dróżyny w gazetce uczelnianej zostało wyśmiane i wykpione. Przynależność do SS zobowiązuje mnie do bycia drogwskazem, ISAPSEM, mailem, informatorem i organizatorem wsztkiego co na 2 roku Ekonomii się dzieje wg 75% studentów.
Takie odczucia innych rodzą się z czystej zawiści. Myślicie, że jak Wy byliście na wakacjach, nad morzem ja pracowałem po 10-12h na budowie w pełnym słońcu by dziś mieć nowe narty, wiązania, komplecik, kask i gogle. Tak obróciłęm pieniądzem, że stać mnie na 4 wyjazdy, 2 za granicę i ambitne plany wakacyjne.
Gdy Ty rozbijasz się fur, z audio i alumfelgami ja jeżdze 6 letnim rowerem, gdy Ty chwalisz się, że bawiłęś się w Vanilli, Moraliście, ja rozpracowuje 0,5 Absolwenta na kwadracie u znajomej itd...Jest jedno ALE
Zapytany o własne życie, co Ci sprawia przyjemność, Ty odpowidasz, że Johny Walker 0,7 w Euforii lub jazda samochodem z podobnymi do Ciebie, by tuba "napierdalała"...
Ja moge opowiadać godzinami o magicznych chwilach, pierwszym pocałunku, pierwszej dziewczynie, pierwszej uprawianej miłości, o samotnych zachodach słońca widzianych z 3 mola w Ustce...
więc może zajmijcie się własnym życiem i nie wchodźcie mi w drogę, bo ja się nie zawacham by wyjawić na forum prawdę o Tobie...

Wracając do początku, co mnie przekonało do napisania tego wszystkiego?
Niedziela, godzina 21, -3 na dworze, wchodzę z moim psem (dostałem pod opiekę na tydzień) do autobusu. A tu kierowca wychodzi ze swojego stanowiska pracy i każe mi opuścić pojazd, bo Masza nie ma kagańca i od razu sięga po telefon i grozi Policją (stereotyp chłopaka w kapturze, brak biletu, chciałem kupić). No nic odkrzyknąłem by sam założył kaganiec i wyszedłem z psem na mróz (nie zmarzł mocno na szczęście)...


Dziś za to w pośpiechu nie spojrzałem na bankomat i włożyłęm kartę, tylko ta nie została wciągnięta przez maszynę, tylko wpadła w jej obódowę, Pan naprawiający punkt podejmowania gotówki stwierdził, wyżej ujęty fakt i odszedł. A nieuprzejmy pracownik banku stwierdził, że to moja wina, że procedura odzyskiwania karty trwa 7 dni (błąd, i za to idę złożyć skargę).
Ale co nie przejołem się, ludzie na uczelnie mnie nie obchodzą(zawistni Ci), bo to moje życie. Pies nadal pozostał energiczną, rozszczekaną, kochaną, kulą Armagedonu. A bank? Dziś załorzyłem nowe konto, tańsze, szybsze i przystępniejsze.

Pamiętaj to Twoje życie! Nie Twojego partnera, rodziców, znajomych. Choć jeżeli połączysz je z innymi, zaufanymi to mogę Ci życzyć jak najlepiej. W grupie raźniej!


PS Pozostaje nadal nierozwiązany konflikt, w miejscu, gdzie mieszkam...na to też przyjdzie czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz