sobota, 24 stycznia 2009

Bydgoszcz nocą...

Dziś, jakąś godzinę temu, wracając z klubu, złapałem się na tym, że miasto, w którym studiuje drugi rok, pierwszy raz mi się spodobało. Otóż ma przekór uciekającemu nocnemu autobusowi zapuściłem na uszy genialny album, jak na takie wędrówki "88-Keys - Death Of Adam" i postanowiłem dotrzeć do swojego kąta z buta (dokładniej "z trampka").
Miasto nad Brdą znam już kilka dobrych lat i patrząc z perspektywy upływającego czasu nic się w nim nie zmieniło. Cechy charakterystyczne pozostały, czyli stare, brudne kamienice w dzielnicach o nieprzyjemnej woni, ciemne bramy i ich stali bywalcy spod ciemnej gwiazdy, dziurawe ulice i masa ludzi przybitych, oceniających Nas pod względem ubioru, fryzury, samochodu...
Ale dziś wracając ul. Długą zauważyłem piękno ciszy tego miasta, czasami przerywanej przez wracających klubowiczów, lub ludzi dążących do własnych celów, realizowanych późną nocą.
W tej otaczającej mnie ciszy nie było słychać zmartwień, problemów, zawiści, fałszu, zazdrości, która mnie otacza codziennie. Docierały do mnie dźwięki nut z odtwarzacza i dźwięki własnych kroków odbitych od kostki brukowej, naznaczonego koleinami asfaltu i popękanych płyt chodnikowych.
Wracając w głowie ukazywały się tylko rzeczy pozytywne i mogłem w spokoju pomyśleć, w którą stronę skierować kroki na ścieżce życia by zrealizować wyznaczone cele i pomóc małym marzeniom w ich realizacji.

Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz