Miało być o Karpaczu, o przyjemnych chwilach, energii, chęci tworzenia i zdobywania...
Nic z tego.
Właśnie zakończyłem burzliwą dyskusję na temat mojego życia (na tą chwilę) z jedynymi osobami, które mają potężny wpływ na moją egzystencje, które kompletnie kocham i szanuje w stu procentach.
Do domu zawitałem ostatnio dwa razy i sytuacja się powtarza.
Dziś dowiedziałem się, że dla mojego Taty nic innego się nie liczy niż moje zdanie prawa jazdy, że moja praca u Niego w firmie jest nic nie warta, że "nic w życiu nie robię" , że sport się nie będzie liczył w poszukiwaniu pracy i moje zainteresowania nic nie pomogą ("zatraciłeś się w tych nartach?").
Ogólnie widzieli by mnie na studiach zaocznych w pracy 6 dni w tygodniu, robiącego kursy zawodowe i językowe, polepszając swoją sytuacje finansową.
Pochwałę za zdaną sesje dostałem pod koniec, jak byłem już zdenerwowany i przerywałem zdania.
Moi bliscy (i Wy, możliwe) nigdy nie pogodzą się z moim charakterem i temperamentem. Tego się nie wybiera, a zmienić jest bardzo ciężko, u mnie jest to nie możliwe. Jedynie potrafię się opanować na co dzień w luźnych rozmowach. Gdy sprawy poważnieją nie potrafię się zatrzymać, jeżeli ktoś inny nakręca dyskusję.
Teraz widzę, że zostałem sam. Rodzice jak wyżej, siostra widzi tylko przyszłego męża i jestem dla nich kotwicą...
Brakuje mi Ciebie, żyje nadzieją, że w końcu Cię znajdę i razem zdobędziemy własny świat...
Dobranoc.
Edit
A kogo to w sumie obchodzi? Dobrze, że mam chociaż bloga by odciążać swoją głowę...
Może i kogoś obchodzi, ale pomóc będzie Ci ciężko. Problemy rodzinne pozostają w rodzinie, a blog nie jest przekaźnikiem w tym momencie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz