Był sobie kiedyś człowiek, zakompleksiony, monotematyczny, wstydliwy, nie mający planu, celu i szczytnych marzeń. Co dzień robił to samo, nie przykładał się do niczego, zadowalało go minimum.
Z czasem gubił niektóre ze złych nawyków, pozyskiwał nowe. Stał się bezczelnym, pewnym nad wyraz siebie człowiekiem. Myślał że wie dokąd zmierza, nie zauważał powoli walącego się własnego małego świata. Nawet gdy już nic z tego uniwersum nie pozostało nadal trwał na swoim stanowisku przez długi czas. Dziwił się, gdy wszyscy w około wytykają jego błędne decyzje i wybory, tamten człowiek ich nie zauważał.
Jednak niedawno trafił w środowisko ludzi z tą samą pasją, ale kompletnie mu nieznanych, subiektywnych. Ta grupa pokazała mu, że można żyć bez wielkich bezcelowych kłótni, wywyższania się...
Dziś ten człowiek potrafi dostrzec swoje wady i pracuje nad sobą. Często przywdziewa maskę klauna, komika, ale w środku nadal walczy z dawną osobowością, której nigdy do końca się nie pozbędzie. Choć widać, że wyzbył się kilku złych nawyków, pracuje nad ujarzmieniem swojego temperamentu, powoli stępia ostrze, którym ranił wszystkich w go otaczających.
Dziś wyznaczył sobie krętą ścieżkę życia, po której stara się stąpać i spełniać te mniejsze, i te większe marzenia. Sam nie wie co przyniesie przyszłość, ale za wszelką cenę będzie dążył do szczęścia swojego i swoich bliskich :)
PS Co by nie było tak pesymistycznie (zguba portfela się trochę do tego przyczyniła) polecam Wam genialny remix nutki panny Dragonette (elektropop):
Miłego wieczoru życzy pan i władca tego bloga :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz